Jeśli masz mózg wielkości tic-taca i lubisz głupio chichotać, pooglądaj sobie, bo mógłbyś robić coś gorszego.

     AND NOW...
     ZLOT MIŁOŚNIKÓW
     MONTY PYTHONA
DRUGI NIEOFICJALNY OGÓLNOPOLSKI OGÓLNODOSTĘPNY ZLOT MIŁOŚNIKÓW MONTY PYTHONA
07 - 13 lipca 2003 roku Gliśno Wielkie "Przystanek Alaska"
 
 

ZLOTOWE MENU

Kilka słów
Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Galerie
Hymn
Lista zlotowa
Podziękowania


 

   Poranne zajęcia przebiegały niezupełnie zgodnie z planem, ale zgodnie z porankiem dnia poprzedniego. Zlotowicze, kiedy już się wyspali, z zapałem zabrali się do zajęć bieżących.

Układamy hymn zlotu - twórcza praca zbiorowo-indywidualna
   Każdy, kto miał chociaż odrbinę zmysłu rymowania, zabrał się do pisania. Prace przebiegały normalnie, jak to prace poetycko-muzyczne. Chociaż propozycje hymnu napływały licznie, tylko jedna spełniła nasze oczekiwania. Praca panów - Kuby i Ryby, tak zachwyciła pozostałych, że bez zastrzeżeń została przyjęta jako hymn zlotu. Praprawykonanie dla jednego widzo-słuchacza, czyli mnie, odbyło się na polu golfowym doktora Flejszmana. Pełny tekst zlotu znajdziecie klikając na odnośnik Hymn w zlotowym menu.
Rękopis hymnu zlotowego - awers, Rękopis hymnu zlotowego - rewers oraz Oryginalna kopia znajdują się w Muzeum Zlotów Miłośników Monty Pythona, które chwilowo znajduje się w moim domu.

Konkurs na Najdziwniejsze Dziwne Kroki
   Superartystyczny konkurs akrobatyczny został poprzedzony prawykonaniem zlotowego hymnu, którego tytuł brzmi dumnie i tajemniczo O własnościach homeomorficznych defiblyracji jądrowej łosia afrykańskiego. Po wcześniejszym zapoznaniu się z Zasadami konkursu, przystąpili do działania.
Na pierwszy ogień poszedł niezmordowany i fantastyczny Piotr (KO), który zaprezentował styl "Zombie"
Swoich sił spróbował również kolega inny Piotr, który swym dynamicznym występem w stylu "Szalony Fred Astair" zachwycił zgromadzoną publiczność.
Pan Ryba perfekcyjnie zademonstrował klasyczne dziwne kroki "Cleese's steps", wzbogacając je efektownymi padami typu "żabka".
Kolega Olo wprowadził nastrój zadumy, prezentując relaksacyjny styl "Tai Czi".
Kobiety też miały swoje pięć minut. Prezentacje tej płci rozpoczęła Agnieszka dynamicznym stylem "Breakdance", który wymaga umiejętności przyjmowania do wiadomości twardości ziemskiego podłoża.
Koleżanka Olga zaprezentowała pojedynczy, klasyczny kroko-skłon "Leck mich", wielokrotnie wykorzystywany przez artsytów i nieartystów. Aczkolwiek prochu nie wymyśliła, zdumiła wszystkich obserwatorów. Po występie zdradziła nam tajemnicę, że posiada w zanadrzu jeszcze jeden krok - "Fica-Figa".
Występ kolegi Filipa należy zaliczyć do najbardziej baletowych prezentacji, godnej Teatru Wielkiego z St. Ptetersburga.
Na zakończenie, poza konkursem, wystąpiło trio "Swan Song", wykonując - wielce nieudany - krótki program pod tytułem "Baletowe zapędy Parkinsona".
Ponieważ poziom zaprezentowany przez uczestników konkursu był niewyobrażalnie wysoki, uznano, że zwycięzcą konkursu "Na Najdziwniejsze Dziwne Kroki" zostali wszyscy, którzy odważyli się wziąć w nim udział.
Kulminacją konkursu okazało się zbiorowe wydziwnianie, które momentami przekształcało się w taniec pogo.
Na szczęście nie zanotowano ofiar w ludziach. Natomiast straty materialne poniósł kolega Kuba, którego obuwie nie wytrzymało napięcia konkursowego.

Poszukiwanie modrzewia
W późnych godzinach popołudniowych, w sposób skryty, tajny, czyli niejawny, grupa tajemniczych poszukiwaczy, wytropiła i oznaczyła Św. Modrzewia czyli Wędrującego Drzewa z Kalkuty.

Żywot Briana (Monty Python's Life of Brian)
W sali projekcyjnej u Holinga, około godziny 20.30 rozpoczęła się uczta filmowa. Jako pierwszy wystąpił Brian, którego żywot wspaniale opisali członkowie grupy spod znaku Monty Pythona. Potem, po krótkiej przerwie, przypomniano szlagier filmowy PRL-u lat osiemdziesiątych "Seksmisja", traktujący o stosunkach damsko-męskich w niedalekiej przyszłości.
Po zakończeniu seansu, niektórzy zlotowicze siedzieli jeszcze trochę przed zgaszonym telewizorem, wspominając gorsze i lepsze czasy.

Irek "Dzyń" Siwek

do góry

  © 2003 Ireneusz Siwek