Święty Graal
powiększ

 

SPAMALOT

Monty Python's
SPAMALOT
 

Muzyka
 
Eric Idle i John Du Prez
 
 
Libretto
i teksty piosenek
 
Eric Idle
 
 
na podstawie filmu
 
Monty Python i Święty Graal

 
 
Nagrody:
 

- Tony Award
(najlepszy musical)
- Drama Desk
(wybitny musical)
- Drama Desk
(wybitne libretto)
 
 
 
Premiera światowa:
 
17 marca 2005 roku
(
Shubert Theatre - Nowy Jork)
 
 

WERSJA POLSKA
 
 

Reżyseria
 
Maciej Korwin
 
 

Przekład
 
Bartosz Wierzbięta
 
 
Kierownictwo muzyczne
 
Dariusz Różankiewicz
 
 
Scenografia i kostiumy
 
Jerzy Rudzki
 

 
Choreografia
 
Joanna Semeńczuk
Bernard Szyc

 
 
Układy stepowane
 
Jacek Wester
 
 
Przygotowanie wokalne
 
Agnieszka Szydłowska
 

 
Projekty animacji
 
Tomasz Dobrowolski
 
 
 
Polska premiera:
 
2 pażdziernika 2010 roku
(
Teatr Muzyczny w Gdyni)
 

stat4u

Oglądaj!

Nie bądź obojętny!

Edno

Ubik


   
 

Musical na podstawie filmu "Monty Python i Święty Graal"


MONTY PYTHON'S SPAMALOT
(2005)

 

Fragment musicalu wystawionego w Teatrze Muzycznym w Gdyni

 

   

Jeszcze więcej mielonki! „Spamalot”


 
Miejmy za sobą oczywistości: podstawą musicalu Spamalot jest oczywiście słynny film Monty Python i Święty Graal z 1975 r. – niezaprzeczalna klasyka światowej kinematografii. Spektakl swoim tytułem nawiązuje zarówno do musicalu Camelot Alana Jaya Lernera i Fredericka Loewe z 1960 roku, ale i do słynnego skeczu naszych ulubieńców o mielonce (ang. „spam” to mielonka, tak więc „spam-a-lot” oznacza „mnóstwo mielonki”). W obecnych czasach szyld można byłoby (należałoby?) przetłumaczyć jako „mnóstwo spamu”. „Spam” to także nazwa konkretnej firmy od lat dostarczającej produkty z mięsa mielonego… ale kogo to obchodzi?

Eric Idle po rozwiązaniu grupy w 1989 r. zajmował się głównie muzyką. Rozwijana pasja zaprowadziła go w końcu do pomysłu musicalu na kanwie wspomnianej, osadzonej w średniowieczu komedii i skłoniła do napisania oryginalnego libretta tegoż. Musical nie jest jednak kropka w kropkę trawestacją filmu, ponieważ nie wszystko, co utrwalono przed laty na taśmie filmowej, znalazło odzwierciedlenie w spektaklu, a wiele gagów dokooptowano z innych (nie tylko pythonowskich) produkcji. Nie będzie to więc najlepszy sposób spędzenia wolnego czasu dla osób niewtajemniczonych w twórczość kultowych komików, gdyż sama treść powinna oczywiście przypaść do gustu przede wszystkim miłośnikom filmowego klasyka (a co bardziej sentymentalnych z tego grona może nawet autentycznie wzruszyć).

Rzecz jasna nie da się zaprzeczyć wielkiego szacunku dla pierwowzoru, lecz kilka gagów trafiło tu w delikatnie zmienionym kontekście. Zgrabne tłumaczenie Bartosza Wierzbięty jest gwarantem dobrych wrażeń. Niejaki „spadkobierca” Beksińskiego wplótł (może nawet na wzór starszego kolegi po fachu) aluzje do obecnej (i dawnej) sytuacji polityczno-społeczno-obyczajowej w Polsce, które oczywiście nie miały prawa znaleźć się w oryginalnych kwestiach wykonawców (umieszczono nawet nawiązanie do pewnego filmikowego przeboju z portalu You Tube). Ze smakiem dozuje także wulgaryzmy, by nie urazić niczyich uczuć estetycznych. Lecz osobiście nie pozostaję względem niego bezkrytyczny, gdyż nieraz można było nieco zabawniej przetłumaczyć niektóre kwestie (szczególnie w scenach kłótni). Język pozostaje jednak wartki, nie ma ani chwili na nudę. Ze smakiem wprowadzono nawet niewybredne żarty o tematyce gejowskiej i (anty)semickiej również obce obrazowi z lat 70. W ostatnich latach można już odczuć przesyt tego rodzaju dowcipami, lecz tu zachowano klasę i umiar, toteż dzielny rycerz Idle wychodzi z tarczą w tym słownym pojedynku (jak zwykle zresztą).

Spamalot cechuje ponadto rozmach wraz z przemyślaną scenografią i kostiumami (za oba działy odpowiada Jerzy Rudzik). Jednym z bardziej zaskakujących elementów przedstawienia jest wprowadzenie na deski teatru… tańczącej żaby. Z innych niespodzianek można wymienić pojawienie się takich postaci jak mim, Francuzi,… Michael Jackson, Elvis Presley, Violetta Villas (wtedy jeszcze żyjąca) oraz – jedynie wspomniany – Andrzej Wajda. Zaskakują także inne ciekawostki, jak chociażby szczypta nagości – i to dwukrotnie (której brakowało w filmie, zapewne z powodu ówczesnych norm obyczajowych). Z kolei niżej podpisanego bodajże najbardziej rozbawiła hiperbola popisów wokalnych, do których skłonność przejawiają piejące wielkie diwy estrady (choć trzeba uchylić czoła przed profesjonalną emisją głosu aktorki – funkcję trenera pełniła Agnieszka Szydłowska).

No właśnie, wokal – bo jak na musical przystało oczywiście śpiewania jest dużo. Przedstawienie zakończyła najbardziej kojarzona z MP melodia Always Look On The Bright Side Of Life (pochodząca już z następnego filmu tejże grupy, mianowicie Żywotu Briana) z tekstem w polskim przekładzie – tutaj gremialnie odśpiewana przez wszystkich aktorów, a na pewno także przez niektóre osoby z widowni. Zresztą publiczności tak się podobało, że niemal nie pozwalała piosenki zakończyć – co wszak wcale nie wydłużyło jej niemiłosiernie, lecz dodało pewnego uroku.

Jako zdeklarowany entuzjasta czarnego brytyjskiego humoru nie mogę być całkowicie obiektywny, tym niemniej trzeba krótko wspomnieć o małych niedociągnięciach – np. o tym, że kilkakrotnie ciężko było zrozumieć wypowiadany tekst (co wszak może być winą słuchającego, a nie aktorów). Z drugiej jednak strony trzeba przyznać ekipie, że była bardzo zgrana (przy czym bardzo często – tak jak w oryginalnym Monty Pythonie – aktorzy wykonywali po kilka ról). Obyło się bez poważniejszych wpadek: widać, że już nie pierwszy raz sztuka została wystawiona, choć de facto odbyło się to po dłuższej przerwie (całkiem prawdopodobne, że to właśnie z tego powodu dało się wyczuć specyficzny entuzjazm wśród wykonawców).

Szczerze mówiąc, czułem nawet lekki niedosyt z powodu zbyt krótkiego „metrażu” Spamalota. Wszelkie argumenty „za” całkowicie przysłaniają minimalne niedociągnięcia, doprawdy więc z gdyńskiego Teatru Muzycznego wyszedłem zauroczony. Spamalot lekturą obowiązkową dla każdego pythofana jest!
 

Filip Cwojdziński
 

P.S. Na zakończenie odpowiedź na pytanie zasadnicze: czy Graala ostatecznie znaleziono? Owszem: parter, rząd czwarty, miejsce 30. Siedziałem tuż obok – to mogłem być ja!

inne artykuły
 


do góry

 
www.modrzew.kfubik.pl   ©  Ireneusz Siwek 2003 / Julius Caligo 2015