Jeśli masz mózg wielkości tic-taca i lubisz głupio chichotać, pooglądaj sobie, bo mógłbyś robić coś gorszego.

     AND NOW...
     FILMOTEKA
Było smaszno...
 
 

"JABBERWOCKY"
JABBERWOCKY   (1977)

REŻYSERIA
Terry Gilliam

SCENARIUSZ
Terry Gilliam
Charles Alverson
Na podstawie poematu Lewisa Carrolla

ZDJĘCIA
Terry Bedford

MUZYKA
De Wolfe

MONTAŻ
Michael Bradsell

SCENOGRAFIA
Roy Forge Smith

KOSTIUMY
Charles Knode
Hazel Pethig

DYREKTOR ARTYSTYCZNY
Millie Burns

CASTING
Irene Lamb

CHARAKTERYZACJA
Elaine Carew
Scota Rakison
Maggie Weston

PRODUCENT WYKONAWCZY
John Goldstone

PRODUKCJA
Sanford Lieberson


PRODUKCJA
Brazil Production Company Ltd.

Wielka Brytania - 1977

Czas projekcji: 105 min.

OBSADA

Dennis Bednarz (Cooper)
Człowiek z kamieniem
Kłusownik
Giermek
Szambelan
Pan Rybicyc (Mr. Fishfinger)
Król Bruno Wątpliwy
Herold
Drugi herold
Drugi giermek
Właściciel karczmy
Pierwszy kupiec
Drugi kupiec
Trzeci kupiec
Księżniczka
Biskup
Książe
Pierwszy strażnik bramy
Drugi strażnik bramy
Gryzelda Rybicyc
Siostra Jessica
MICHAEL PALIN
TERRY GILLIAM
TERRY JONES
HARRY H. CORBERT
JOHN LE MESURIER
WARREN MITCHELL
MAX WALL
JOHN BIRD
NEIL INNES
RODNEY BEVES
BERNARD BRASSLAW
PETER CELLIER
FRANK WILLIAMS
ANTHONY CARRICK
DEBORAH FALLENDER
DEREK FRANCIS
SIMON WILLIAMS
BRIAN PRINGLE
GLENN WILLIAMS
ANETTE BADLAND
GORDEN KAYE



Gorszy od zarazy!
Tańszy niż wyprawy krzyżowe!
Bardziej wartki niż wiek XIV!
Film dla skłonnych do wymiotów!


"Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijnie,
A zbłąkinie rykoświstąkały"


Lewis Carroll "Dżabersmok"


    Na kraj króla Brunona padł cień trwogi i przerażenia. Od pewnego czasu okrutny skrzydlaty potwór pustoszy i terroryzuje królestwo. Do stolicy nadciągają rzesze przerażonych uciekinierów ze wsi, szukających bezpiecznego schronienia przed straszliwym smokiem. Tu jednak ci prości i biedni ludzie padają ofiarą oszustów i chytrych kupców, wykorzystujących strach przed bestią dla zwiększenia zysków. Nawet biskup widzi w złowrogim potworze sposób na wzrost dochodów Kościoła. Jednakże władca spowitej strachem krainy - król Bruno Wątpliwy za namową szambelana podejmuje pewne kroki, by zmienić aktualny stan rzeczy. Mimo wyraźnego sprzeciwu Rady Królewskiej, Bruno ogłasza turniej, mający na celu wyłonienie najwaleczniejszego rycerza, który uwolni królestwo od potwora. W nagrodę zaś szczęśliwy zwycięzca otrzyma pół królestwa i poślubi piękną, choć naiwnie głupią, złotowłosą córkę króla. Na tę wieść do miasta przybywają, by stanąć ze sobą w szranki, najznakomitsi rycerze z całego królestwa, a wśród nich także niezwykle groźny Czarny Rycerz.
    Tymczasem wydziedziczony syn bednarza - Dennis Cooper, pełen nowatorskich pomysłów i nadziei na przyszłość, przybywa do miasta, by wziąć los we własne ręce i rozpocząć nowe życie. Tu jednak czeka go rozczarowanie. Głodny, bez pensa w sakiewce, bezskutecznie poszukuje zatrudnienia, wplątując się przy tym w ciąg przypadkowych zdarzeń, pakujących go w różne tarapaty, z których cało wychodzi także za sprawa przypadku. W mieście Dennis krzyżuje drogi z przechwalającym się giermkiem i piękną księżniczką, czekającą w swej wieży na wymarzonego księcia.
    "Jabberwocky" jest pierwszym samodzielnym filmem Terry'ego Gilliama, jednego z komików Monty Pythona, twórcy takich dzieł jak "Brazil", "Przygody Barona Munchausena", "Dwanaście Małp" i współreżysera filmu "Monty Python i Święty Graal". Pomimo, iż "Jabberwocky" nie był firmowany przez Monty Pythona i mimo, że wystąpiło w nim tylko trzech członków grupy, znaczna liczba fanów i znawców tematu jest skłonna uznać go za film w pełni "pythonowski". Przemawia za tym fakt, że "Jabberwocky" powstał w okresie aktywnego działania grupy, a także zawarta w nim duża dawka typowego dla Monty Pythona humoru, od którego Terry Gilliam powoli odchodzi w swych kolejnych filmach (w Stanach Zjednoczonych film wszedł do kin jako "Monty Python's Jabberwocky").
    Tytułowy Jabberwock jest potworem zaczerpniętym z powieści Carrolla Lewisa, zaś za tło wydarzeń posłużył jeden z najbardziej znanych w Europie legendarnych wątków o straszliwym potworze, walecznych rycerzach, pięknej księżniczce i prostym biedaku, którego działanie staje się ostatnią szansą na uratowanie królestwa. Jednakże twórcy filmu znacznie komplikują i rozwijają ten prosty wątek poprzez szybkie zwroty akcji i niezwykle ważną dla rozwoju fabuły przypadkowość sytuacji. Film atmosferą przypomina wcześniejszą produkcję grupy - "Monty Python i Święty Graal", jednak "Jabberwocky" charakteryzuje się znacznie mniejszą dawką absurdu i brakiem bezpośrednich nawiązań do współczesności, co nie wpływa jednak negatywnie na zawartą w filmie ogromną dawkę humoru. "Jabberwocky" to niezwykła komedia, w której równie ważną rolę, co poczucie humoru i gra aktorska odgrywa dbałość o szczegóły i średniowieczne realia. Terry Gilliam odkrywa przed widzami pełne wąskich, krętych uliczek, popadające w ruinę średniowieczne miasto przeżywające przeludnienie. Ukazuje też niezwykłą różnorodność mieszkańców grodu i okolic, uwypuklając przy tym ich indywidualne cechy osobowości. Widz poznaje przebiegłych kupców z Rady Królewskiej, drobnych handlarzy pragnących podążać z duchem czasu, tradycjonalistycznych rzemieślników, mniej lub bardziej przekupnych strażników i zacofaną biedotę, a także grupę szalonych pokutników fanatycznie oddanych swojej sprawie.
    W filmie wystąpiło wiele gwiazd brytyjskiego kina i teatru takich jak: Harry H. Corbert, Warren Mitchell, Max Wall, Anette Badland, Gorden Kaye (znany z popularnego brytyjskiego serialu "Allo, allo"), a także Michael Palin, Terry Gilliam, Terry Jones z grupy Monty Pythona oraz współpracujący z grupą Neil Innes.
    "Jabberwocky" jest filmem, który warto polecić nie tylko fanom "pythonowskiego" humoru, lecz także miłośnikom dobrej komedii i fantasy oraz miłośnikom filmów Terry'ego Gilliama.

J. M. Masłowski

inne artykuły



Jabberwocky - Python or not Python

   Spór o to, czy "Jabberwocky" w reżyserii Terry'ego Gilliama jest filmem Monty Pythona, czy nie, toczy się właściwie jeszcze od czasu jego powstania. Film nie jest oczywiście firmowany znakiem Monty Pythona, choć porównań nie da się uniknąć. Po pierwsze w głównej roli wystąpił Michael Palin, a w epizodycznych rolach pojawiają się Terry Jones i Terry Gilliam, wszyscy trzej są komikami grupy Monty Python. W filmie pojawia się także współpracujący z grupą Neil Innes. Poza tym humor w filmie jest głęboko pythonowski, zaś późniejsze filmy Gilliama odznaczają się już znacznie większą dawką gilliamowskiego indywidualizmu.
   "Jabberwocky" różni się jednak od innych produkcji Pythona pod wieloma względami. Główna różnica jest widoczna już na etapie pisania scenariusza. W Monty Pythonie scenariusze pisali wspólnie wszyscy członkowie grupy, natomiast w przypadku "Jabberwocky" Gilliam pisze scenariusz wspólnie z Charlesem Alversonem - człowiekiem spoza grupy. Inną widoczną różnicą jest zrezygnowanie z charakterystycznego Pythonom sposobu przydzielania ról. Podczas gdy w filmach Monty Pythona jeden aktor odgrywał kilka lub kilkanaście postaci, w "Jabberwocky" panowała klasyczna zasada: jeden aktor - jedna rola. Chociaż film swą atmosferą ciemnych wieków średnich przypomina wcześniejszą produkcję grupy - "Monty Python i Święty Graal", jednak "Jabberwocky" bazuje już na spójnej fabule zbudowanej wokół głównego bohatera, co Pythoni uzyskali dopiero w "Żywocie Briana", w którym zresztą można znaleźć kilka bezpośrednich odniesień do filmu "Jabberwocky" (jak choćby motyw z kończącymi się nagle schodami w wieży, prorok, który przywodzi na myśl fanatyków krzyczących o Latającym Wieprzorybie, czy charakterystyczne ujęcie wschodu słońca nad budzącym się miastem). Kolejną poważną różnicą między "Świętym Graalem" a "Jabberwocky" jest brak bezpośrednich nawiązań do współczesności, które w "Świętym Graalu" odgrywały często ważną dla rozwoju fabuły rolę (m.in. znany historyk, Święty Granat Ręczny, czy też całkiem współczesny oddział policji). Jeśli nawet w "Jabberwocky" pojawiają się nawiązania do współczesności, to są one inteligentnie zakamuflowane (podczas gdy przechodnie bezmyślnie kopią rzepę, w tle słychać entuzjastyczne okrzyki widzów turnieju rycerskiego, co przywodzi na myśl mecz piłki nożnej; rycerze zakonni, odpychający stłoczonych mieszkańców grodu, by zrobić przejście dla biskupa, przywodzą na myśl współczesne oddziały ochroniarzy).
   W rzeczywistości "Jabberwocky" był reakcją na "Święty Graal", którego Gilliam był współreżyserem. Jednakże współpracując z Terrym Jonsem na płaszczyźnie reżyserskiej Gilliam nie mógł w pełni wykorzystać drzemiącego w nim potencjału. Podczas kręcenia "Świętego Graala" obaj reżyserzy na wiele spraw mieli zupełnie odmienne spojrzenie, co zmuszało ich do pewnych kompromisów. To skłoniło Gilliama do wyreżyserowania własnego filmu poruszającego się w podobnych obszarach mrocznego średniowiecza, w którym Gilliam mógłby samodzielnie rozwinąć skrzydła. Zresztą konflikty reżyserskie między Jonesem a Gilliamem na planie "Świętego Graala" przyczyniły się do tego, że kolejne filmy Monty Pythona - "Żywot Briana" i "Sens Życia" - były już w głównej mierze reżyserowane przez samego Jonesa, poza kilkoma krótkimi wstawkami wyreżyserowanymi przez Gilliama (m.in. sekwencja z kosmitami w "Żywocie Briana", Karmazynowe Ubezpieczenia OstateczneGdzie jest ryba w "Sensie Życia").
   Ale wracając do "Jabberwocky" - sam Gilliam, który dążył do ukazania własnego indywidualizmu, chciał, by film firmowany był jego nazwiskiem, a nie znakiem Monty Pythona. Niestety, mimo jego protestów, w Stanach Zjednoczonych film wszedł do kin jako "Monty Python's Jabberwocky". W Niemczech natomiast nosił tytuł "Monty Python den unter Raubrittern". Jednak były to wyłącznie chwyty marketingowe kinowych dystrybutorów, mające na celu zwiększenie oglądalności. Niemcy podobnie zrobili z "Żółtobrodym", w którym również wystąpiło trzech Pythonów (Chapman, Cleese i Idle), zmieniając tytuł na "Monty Python Auf Hoher See".
   W kilku kolejnych filmach Gilliama także pojawiali się inni Pythoni: "Bandyci Czasu" ("Time Bandits") - Michael Palin i John Cleese (Palin był również współscenarzystą); "Brazil" - Michael Palin; "Przygody Barona Munchausena" - Eric Idle. Jednakże filmy te nie są już tak silnie naznaczone humorem Monty Pythona, choć, co oczywiste, pewne pythonowskie elementy nadal są w nich widoczne.
   Spotkałem się kiedyś z opracowaniem dotyczącym filmów Gilliama (w formie krótkiej wstawki w dokumentalnym filmie "Lost in La Mancha"), w którym "Jabberwocky" nie został wymieniony wśród indywidualnych filmów Gilliama, zaś jako jego pierwszy indywidualny film został wymieniony "Times Bandits". Prawdopodobnie twórcy dokumentu uznali "Jabberwocka" za film Monty Pythona, nie zaś za indywidualny dorobek Gilliama.
   Mimo że "Jabberwocky" jest niewątpliwie najbardziej pythonowskim z filmów Gilliama, osobiście jestem daleki od nazywania go filmem Monty Pythona (choć niegdyś miałem nieco odmienne odczucia). Film jest znacznie bardziej melancholijny, a typ humoru, choć wciąż przypomina styl Monty Pythona, pod wieloma względami różni się od innych produkcji grupy. Jest to komedia epicka, która stawia bardziej na średniowieczny realizm, niemal żywcem wzięty z malarstwa Breughela czy rycin Dore'a, i komizm sytuacyjny niż na czysty absurd i śmianie się z wszystkiego. Uznałbym raczej ten film za swego rodzaju łącznik, pomost pomiędzy filmami Monty Pythona a filmami Terry'ego Gilliama. Z jednej strony jest to film bardzo pythonowski, z drugiej jednak odznacza się on dużą dawką własnego indywidualizmu. Jednak to, czy powinno się zaliczać go do filmów Monty Pythona, czy też nie, jest moim zdaniem sprawą indywidualnego odbioru widzów.

J. M. Masłowski

inne artykuły



Czas na zdumiewającą historię
Jabberwocka
- potwora tak przerażającego,
że żaden człowiek nie chciałby spotkać się z nim
oko w oko!

   Jak twierdzi Terry Gilliam, jego pierwszym niepowodzeniem była "Alicja w krainie czarów". W 1961 roku pracował na letnim obozie, gdzie przebywały dzieci znanych gwiazd Hollywood, takich jak Danny Kaye, Hedy Lamarr i William Wyler. Letnie obozy trwają zazwyczaj osiem tygodni. Szósty był tygodniem odwiedzin rodziców. Gilliam pełnił funkcję nauczyciela aktorstwa teatralnego i zamierzał wystawić psychodeliczną powieść Lewisa Carrolla w formie spektaklu a la Cecil B. De Mille. Jednakże, na kilka dni przed pokazem, Gilliam odwołał przedstawienie. Było to dla niego zbyt dużym wyzwaniem. "Odkąd pamiętam, Alicja zawsze pełniła bardzo ważną rolę we wszystkim, co robiłem. Zarówno tytułowy potwór w "Jabberwocky", jak i dziewczynka w "Munchausenie" pochodzą z "Alicji w krainie czarów". Alicja jest tu dorosła. Niewątpliwie najbardziej dorosła z pośród wszystkich postaci", mówi Gilliam. Fakt, że wybór autora, uważanego przez wielu za niekwestionowanego ojca pojęcia nonsensu, rozpoczął karierę Gilliama jako reżysera nie powinien nikogo zaskakiwać, zwłaszcza, kiedy uznamy, że grupa Monty Pythona i szkoła Harveya Kurtzmana oraz magazyn "MAD" ("Obłęd") pochodzą w prostej linii od Charlesa Lutwidge'a Dodgsona. Z lingwistycznego punktu widzenia, definicją "nonsensu" jest grupa słów, które składniowo zapisane są poprawnie, i mimo że sprawiają wrażenie, że odnoszą się do innych znanych słów, jednak w rzeczywistości się do nich nie odnoszą i mogą oznaczać cokolwiek. Z krystalicznie czystą jasnością Alicja sama wyjaśnia, co zainteresowało Gilliama w "Jabberwocku". Była to zabawa neologizmami i lingwistycznymi hieroglifami, umieszczonymi gdzieś między matematycznym teorematem a literacką rozrywką. Po przeczytaniu siedmiu wierszy, Alicja powiedziała "Ależ to było bardzo przyjemne", po czym niemal natychmiast dodała "Mimo że w mojej głowie było tyle pojęć, to gdy to wszystko robię i wypowiadam, nie mam pojęcia, co one znaczą. Tylko jedno jest jasne, że ktoś zabił coś." Młody pastuch zabił potwora. Gilliam nadaje tej prostej myśli inne znaczenie: ktoś zabijał coś w odniesieniu do odejścia od średniowiecznej opowieści, która w pewien sposób, uwalnia się od anachronizmów, jakie w filmie "Monty Python i Święty Graal" prowadziły do zabawnych scen. Nie jest więc zaskoczeniem, że niektórzy entuzjaści Monty Pythona nie znajdowali w "Jabberwocky'm" zbyt wielu zabawnych rzeczy, uważając, że jest on filmem znacznie bardziej melancholijnym - i mniej zadowalającym - niż film wyreżyserowany przez Gilliama i Terry'ego Jonesa. Faktem jest, że film ten jest reakcją na "Święty Graal", powrotem na niezbadane terytoria Średniowiecza. Jest to film, do którego scenariusz Terry Gilliam pisał wraz ze starym przyjacielem, Charlesem Alversonem.
   Alverson i Gilliam poznali się przy pracy w magazynie "HELP!". Był to okres, kiedy Alverson miał odchodzić z pisma i szukać zatrudnienia gdzie indziej (pismo miało właśnie stać się kwartalnikiem), natomiast Gilliam miał go zastąpić. Dopóki Gilliam nie znalazł własnego mieszkania na wsi, nocował na kanapie Charlesa, w jego mieszkaniu na 76 East Street w Nowym Jorku. Potem ich drogi się rozeszły, by znów się połączyć w 1966 r. na Hollywood Hills. W 1967 r. Gilliam przeniósł się do Wielkiej Brytanii, a w 1969 Alverson podążył za nim. Gilliam ulokował go w swoim mieszkaniu na Putney Bridge i przedstawił grupie Monty Pythona. Alverson wyjechał do Walii, jednak ich kontakt się nie urwał. Gilliam załatwił mu współpracę z komikiem Marty'm Feldmanem i animatorem Bobem Godfreyem. Filmowa współpraca Gilliama i Alversona miała swój początek na przyjęciu w domu Terry'ego Jonesa latem 1975 roku. To wówczas Gilliam zasugerował napisanie wspólnego scenariusza do filmu "Jabberwocky". We wrześniu tamtego roku Alverson przeniósł się do Cambridge, gdzie rozpoczął pracę nad scenariuszem. Ich celem było ukończenie rękopisu tak szybko, jak było to możliwe, a więc już w 1976 r. Projekt nabrał rozmachu, kiedy Gilliam odrzucił propozycję zrobienia serii animacji do filmu "All this and World War II", dokumentu, w którym miały zostać użyte obrazy z Drugiej Wojny Światowej oraz muzyka Beatlesów.
   Alverson wspomina swoje spotykania z Gilliamem w trakcie pisania rękopisu "Jabberwocky": "Terry zwykł przyjeżdżać do Cambridge. Ja natomiast zwykłem pracować w swoim garażu. Zasiadałem za maszyną do pisania, a Terry siadał przede mną czytając jakiś magazyn, póki nie straciłem cierpliwości i nie zmusiłem go, by coś napisał". Lenistwo? Brak koncentracji? "Terry nigdy nie był pisarzem. Zwykle pisywał teksty do swoich animacji, ale nigdy nie pisał niczego, co wymagałoby bezustannego wysiłku. Spytalibyśmy go: Co myślisz o tym? A o tym? Wtedy Terry wróciłby do Londynu, a ja zostałbym w Cambridge i pracowałbym nad trzema czy czterema scenami więcej. Terry zabierał je do Londynu. Tam dyskutowaliśmy nad nimi w studiu, a on je przepisywał. Wtedy to on zasiadał przed maszyną do pisania i pluł pomysłami. Terry jest znacznie lepszym przepisywaczem niż pisarzem". Ten talent do przywracania w obieg pomysłów innych ludzi, a przede wszystkim obsesja do improwizowania z niczego mogłyby ukształtować historię, obierając za punkt odniesienia coś tak marsjańskiego jak poemat o Jabberwocku Carrolla. Na początku powstały tylko dwie sceny: pierwsza scena - śmierć Terry'ego Jonesa, - i końcowa - punkt kulminacyjny.
   Skromny budżet, jaki przeznaczono na film "Jabberwocky", sprawił, że twórcy zmuszeni byli ciągle pożyczać jakieś zestawy i kostiumy z innych filmów. Gilliam wspomina o tym, jak podkradali zestawy z "Olivera" (1968), musicalu Carola Reeda, i jak kupowali inne od niemieckiej spółki, która właśnie produkowała "Małżeństwo Figaro" za pięć tysięcy funtów. Ale oczywiście żadnego z tamtych wydarzeń nie sposób byłoby porównywać do strasznego doświadczenia związanego z Munchausenem: to był dobry strzał, zwłaszcza, że podczas kręcenia "Jabberwocka" Gilliam zdał sobie sprawę, jak bardzo podoba mu się praca z aktorami i jak bardzo różni się ona od tego, co wyczyniał z grupą Monty Pythona: "w "Jabberwocku" aktorzy dodawali dużo własnych pomysłów - na przykład zmieniali dialogi - jednak zawsze trzymywali się atmosfery filmu. Pomagali mi go tworzyć, podczas gdy w Monty Pythonie wszystkie nasze pomysły były już gotowe, a kiedy zaczynało się odgrywanie sceny, każdy robił to na swój sposób".
   "Jabberwocky" to wybuchowa mieszanka powieści rycerskiej i humoru Monty Pythona. Film ma wszystkie cechy średniowiecznej literatury, zwłaszcza tych dzieł, które Gilliam bardzo podziwiał, takich jak na przykład "Don Kichote". Świat absurdu Monty Pythona jest tu idealnie przedstawiony przez Michaela Palina (absolutną gwiazdę - jego interpretacja postaci Dennisa jest bardzo żywiołowa i niezwykle zabawna), Terry'ego Jonesa (zaatakowanego i zabitego przez potwora w pierwszej scenie) i samego Terry'ego Gilliama, w którego grze jest coś z teatru absurdu. Chwila, w której Dennis biegnie za rzepą, podczas gdy przechodnie kopią ją niczym piłkę, a w tle słychać hałasy turnieju, jakby okrzyki kibiców futbolu, jest głęboko pythoniczna. Gilliam, który odczuwał potrzebę ukazania indywidualizmu filmu, chciał oddać średniowieczną atmosferę zmysłowości, brudu i smrodu, którymi wyścielone są wszystkie zakamarki komnat palacu. Nie miał ochoty stosować w praktyce słownego dadaizmu Cleese'a i Chapmana, ani eksploatować wzrokowego surrealizmu Jonesa i Palina, lecz chciał wymieszać te dwa pythonowskie prądy i obrzucić je błotem i brudem Średniowiecza, dotychczas odrzucanym w filmach Richarda Thorpe'a. Nie był też zainteresowany tanimi anachronizmami: jeżeli Palin zdejmował spodnie, to nie powinien mieć pod spodem bielizny, ponieważ w Średniowieczu nikt jej nie nosił. Atmosfera okresu powinna śmierdzieć z rodzajem cuchnącej intensywności filmów Pasoliniego, zwłaszcza "Opowieści Canterburyjskich" (1972) i wczesnych filmów Woody'ego Allena - "Bananów" (1971) oraz "Miłości i śmierci" (1975): "On wie jak zrobić coś tak, by wyglądało to prawdziwie", mówi Gilliam, "i stąd właśnie pochodzi komedia. Im bardziej prawdziwe jest to, co robisz, tym dalej możesz się posunąć. Ale jeżeli wszystko jest lekkie i zatrzymujesz się w pół drogi, to kończysz z niczym w ręku". Atmosfera powinna sprawiać wrażenie, że wszystko wygląda tak realistycznie i jest tak ciężkie jak w "Siódmej Pieczęci" Bergmana. Spocona, tłusta i zgniła, średniowieczna społeczność to taka społeczność, w której, gdy dasz komuś zgniły ziemniak jako symbol miłości, to może wydawać się to tak normalne, jak obecnie pierścionek zaręczynowy. Gilliam nie zapomniał o szczegółach skatologicznych - "Interesowało nas wszystko, co brudne albo odbytowe!" - czy też krwawych - scena turnieju, w zwolnionym tempie, wyglądała jak coś z Peckinpaha; obfitość krwi, która rozbryzguje się po członkach brytyjskiej Rodziny Królewskiej, jak zwykle zamkniętej w zwartym kadrze jak na monarchicznej fotografii, mogłaby być fragmentem jakiejkolwiek ze scen walki w "Ciele i Krwi" (1985) Paula Verhoevena - jeżeli użyje się takich elementów, które w istocie były pierwotnie elementami, mającymi oddać atmosferę brutalności i uciążliwości średniowiecznych miast: "Pracowałem nad atmosferą tak długo, jak mogłem, zawsze dążyłem do ukazania rzeczy gorszych, niż były w rzeczywistości. Nie możesz pójść dalej poprzez dodanie większej ilości gówna. Jestem pewien, że była to reakcja przeciwko filmom Doris Day i Rocka Hudsona, gdzie wszystko jest tak czyste i tak bezgrzesznie ubrane, z idealnymi, błyszczącymi zębami. Życie takie nie jest. Życie to chaos!".
   "Jabberwocky" zatapiający swoje pazury w obfitości złego smaku i skatologicznych elementów mógłby mieć zamysł czysto komiczny (Palin wdeptujący w gówno smoka lub żebrak wyjaśniający, że bez wahania odciął sobie stopę po to, by ludzie go wspomogli finansowo - to nadzwyczajnie pythoniczne momenty) lub też zamysł czysto dokumentalny (odpadki, które Fishfingerowie wyrzucają przez okno). Oba te zamierzenia, komiczne i dokumentalne, szczęśliwie istnieją i koegzystują ze sobą w filmie Gilliama, i są ujednolicone poprzez bardzo troskliwy, malowniczy styl, który sprawia, że można niemal poczuć zapach malarstwa Boscha i Brueghela, a nawet niemalże czuje się groteskowe formy rycin Dore'a, i ilustracji Johna Tenniela do oryginalnego wydania "Alicji w Krainie Czarów". Realistyczny ton "Jabberwocky" stopniowo podejmuje wyzwanie bardziej abstrakcyjnej przestrzeni, w miarę rozwoju filmu aż po sceny końcowe, dziejące się w jałowej krainie, bardziej typowej dla Wenus niż Ziemi, w krainie pełnej rozszarpanych zwłok. Gilliam mówi, że znalazł ten dziwny krajobraz całkiem przypadkowo, kiedy przejeżdżał w pobliżu. Natychmiast zdecydował się zastąpić nim plażę, na której miały odbyć się zdjęcia, właśnie tą opustoszałą doliną - miejscem, gdzie potwór czułby się najlepiej.
   Dennis jest pierwszym ogniwem w łańcuchu łączącym marzycielskich, naiwnych bohaterów, których odkrywa przed widzem uniwersum filmów Terry'ego Gilliama. Dennis stracił ojca, podobnie jak Sam Lowry w "Brazil". Pełen złudzeń samotnie wyrusza do miasta, w nadziei na zrobienie kariery w świecie interesu. Tak jak Sam Lowry, Dennis żyje w ciągłym samooszustwie. Naiwnie wierzy, że miasto i postęp doprowadzą do uwolnienia biedaków spod jarzma niedoli. Jego ojciec, który z głosu przypomina nam Tuttle'a - terrorystę z "Brazil", tworzy pewien zbiór wartości, które idealnie pasują do definicji sztuki w pojęciu Gilliama w odniesieniu do jego długiej kariery filmowej: "ty nie masz pojęcia, czym jest sztuka", rzekł ojciec Dennisowi, "nie potrafisz docenić prawdziwego piękna drewna, ponieważ jesteś idiotą, ambitnym typem. Tacy jak ty puszczą prawdziwych rzemieślników z torbami. Ty nie jesteś synem artysty!". Gilliam uwielbia rzeczy robione ręcznie i nie znosi ciężko przemysłowej produkcji. Hollywood to "Jabberwocky", kraj doskonałej biurokracji, monarchii i religii, opętany stereotypowymi obawami i przesądami, które dotyczą rzeczy niewyjaśnionych. Jabberwocky jest instrumentem używanym do podtrzymania władzy, tak marnym jak Ministerstwo Informacji w "Brazil", czy też wojna przeciwko Turkom w "Munchausenie".
   Dennis naiwnie wierzy, że istnieje tylko jedno rozwiązanie - jeśli ktoś chce utrzymać się przy życiu, powinien być gotowy w pełni poświęcić się dla wspólnej budowy potęgi. Dennis znalazł się na całkowitym dnie, podobnie jak Jerry Lewis w "Who's Minding the Store?" (1963) czy Jacques Tati w "Przerwie" ("Playtime") (1967): chce należeć do wspólnoty, co pozostaje jednak w sprzeczności z jego tendencją do tego, by niszczyć. Jest to bardzo widoczne w jego działaniach w kuźni, kiedy to mimowolnie doprowadza warsztat kowalski na krawędź katastrofy w gagu, którym mógłby poszczycić się Frank Tashlin lub Jeunet i Caro w "Delikatesach" ("Delicatessen") (1991). Kiedy po zabiciu potwora Dennis staje się bohaterem, to staje się nim wbrew sobie; a nawet nie otrzymuje w nagrodę tego, czego tak rozpaczliwie pragnie: ręki paskudnej Gryzeldy. Jego rys romantyzmu zostaje stłamszony w momencie poślubienia księżniczki, kiedy to Dennis zostaje wchłonięty przez system. Scena odjazdu nowożeńców w kierunku zachodzącego słońca jest pierwszym z pozornych szczęśliwych zakończeń w kinie Terry'ego Gilliama. Całkowicie przygnębiająca scena kończąca film, w której nieszczęśliwy Michael Palin powoli znika w świetle fikcyjnego słońca, jest wynikiem kolizji dwóch bajeczek, które opowiedziane są w filmie "Jabberwocky": "jedna to klasyczna bajka, ze szczęśliwym zakończeniem, w której przystojny młody mężczyzna otrzymuje rękę księżniczki i całe jej królestwo w posagu. To jest to, czego każdy pragnie, jednak Dennis, bohater filmu, wolałby uwieść Gryzeldę, tę tłustą, brzydką dziewczynę i otworzyć sklep z beczkami", mówi Gilliam, "ale najzabawniejsze jest to, że wybiera on niewłaściwą bajkę, podobnie jak postacie Texa Avery. Jego szczęśliwe zakończenie staje się straszliwie prawdziwym koszmarem". Dennis, niczym marzycielska Alicja, przeszedł na drugą stronę lustra, gdzie odnajduje siebie całkowicie zanurzonego w krainie koszmaru, i godzi się z tym.
   Scenariusz filmu jest pierwszym tego typu projektem, który kiedykolwiek powiedział tak wiele o przyszłości reżysera filmowego, zważywszy na to, że jest to film, którego bohaterowie umierają głośno przy tym pierdząc, i w którym dzwony rozsypującego się zamku obwieszczają, że właśnie ktoś jest wieszany.

Człowiek przebrany za smoka

   Terry Gilliam użył starej sztuczki, jakiej używali magicy amerykańskich seriali klasy B - a także Inoshoro Honda w "Godzilli" - opatentowanej niezależnie od siebie w latach pięćdziesiątych: był to człowiek przebrany za potwora. Sztuczka polegała na tym, że człowiek kontrolujący potwora skutecznie nadawał jego nogom efekty ruchu, dzięki czemu potwór wydawał się poruszać jak niezgrabny kurczak. "Jego ręce stawały się skrzydłami. Głowa i szyja były kontrolowane przez sznury, tak jak w przypadku marionetek. Szczęki natomiast poruszały się dzięki pneumatycznym kablom. Kiedy masz faceta w przebraniu, wszystko jest dużo łatwiejsze, i znacznie lepiej przygotowywane niż zrobiłaby to maszyna", wyjaśnia Gilliam. "Ilekroć pytałem ludzi, jak według nich było to zrobione, żaden z nich nie podejrzewał, że potwora mógł kontrolować jakiś facet. Było to tak proste rozwiązanie, że nikt się go nie spodziewał. Duża część świetnych efektów specjalnych jest zazwyczaj bardzo prosta. Wszystkie są wybierane i ustalane w pokoju redakcyjnym. Nienawidzę wpadać w pułapkę świata znawców efektów specjalnych, którzy stawiają się wyżej niż inni, starają skoncentrować całą uwagę na pojedynczym ujęciu i robią to wszystko za ogromne sumy. Ja wolę rozwiązywać takie rzeczy w szybszym wydaniu. Widz nie zdaje sobie z tego sprawy, a przecież w końcu nie to jest tematem filmu. Film nie ma być pokazem efektów specjalnych. Te efekty są tylko częścią całego procesu".

Marketing

   Niewiele osób pamięta, że Terry Gilliam był nierozumianym artystą na długo przed wejściem na ekrany "Brazil" i "Munchausena". Jedną z jego obaw było to, że praca nie powinna być firmowana znakiem filmu Monty Pythona. "Jabberwocky" musiał być oznaczony jako produkt Terry'ego Gilliama jako reżysera filmu. Dla producenta najłatwiejszym sposobem na sprzedanie filmu miało być wykorzystanie jego nazwiska i sławy jako członka znakomitej brytyjskiej grupy komicznej, jednak Gilliam utrzymywał, że miałoby to zupełnie odwrotne skutki, co potwierdziły pierwsze pokazy filmu. Widzowie, którzy szli do kin pragnąc ujrzeć ostatni produkt geniuszy dadaizmu Pythona, wychodzili całkowicie zmieszani. Gdzie są te wszystkie śmiechy? "Jabberwocky" był brutalnym, nieprzyjemnym filmem. To przekonało producentów: nie mogli się dłużej ukrywać za Pythoniczną nazwą. Sam Gilliam czynił wszystko, co było w jego mocy, by się obronić poprzez zmienianie wersji scen końcowych. W jednej z wersji, film rozpoczynał się znacznie bardziej zabawną nutą, i powoli, nabierał innej tonacji. Widzowie wyśmiewali dwa razy więcej niż powinni, ale ostatecznie zdawali sobie sprawę z tego, że śmieją się z czegoś, co nie było zabawne. Tak więc Gilliam zdecydował się tonować początek filmu w taki sposób, by móc potwierdzić publiczne informacje, że widzowie nie zobaczą filmu Monty Pythona.
   Gilliam był wściekły, kiedy zobaczył, w jaki sposób film był promowany w Ameryce: "Monty Python's Jabberwocky". Posyłał listy protestu, by to powstrzymywać. Twierdził, że taka straszna reklama tylko hamuje rozwój i na pewno nie pomaga. Sukces kasowy całkowicie zależał od sposobu, w jaki film był promowany: w tych krajach, gdzie Monty Python był gwiazdą medialną, film okazał się niepowodzeniem, natomiast w krajach, gdzie ludzie nie mieli żadnego pojęcia, czym był Monty Python, film odnosił sukces. Gilliam i Palin wspominają pokaz filmu na hiszpańskim festiwalu, który sprawił im szczególna satysfakcję: "To było wyświetlane w małym kinie przy bocznej uliczce. Widzami nie byli ludzie, którzy mieli coś wspólnego z festiwalem, lecz ludzie, którzy przyszli się ukryć przed popołudniowym słońcem. Film nie miał nawet napisów tłumaczących kwestie aktorów. Widzowie pochodzili z klasy pracującej i z pewnością nie rozumieli ani słowa po angielsku, a jednak zachwycali się filmem. To było wspaniałe, najlepszy pokaz tego filmu, na jakim kiedykolwiek byłem, ani Mike, ani ja nie mogliśmy w to uwierzyć. Raz jeszcze ludzie z otwartym umysłem". Jednak to hiszpańskie doświadczenie na pewno było wyjątkiem. Nie było więc zaskoczeniem, że po tych doświadczeniach Gilliam nie odczuwał już chęci do dalszej współpracy z pozostałymi czterema Pythonami.

Jabberwocky spotyka Różową Panterę

   Fritz Freleng nigdy by nie przypuszczał, że jego wyrafinowane różowe stworzenie miałoby spotykać obrzydliwego średniowiecznego potwora. Jednakże za sprawą przeznaczenia oraz Blake'a Edwardsa tak się właśnie stało. W tym samym czasie, kiedy Gilliam poskramiał swoją bestię ze średniowiecznego królestwa, Edwards kręcił jedną z wielu kontynuacji "Różowej Pantery" w studiach filmowych Shepperton. Miał on w posiadaniu śliczny zestaw dekoracji kanałów, jak również katapultę. Gilliam potrzebował obu tych rzeczy. Spotkał się jednak z odmowną odpowiedzią ze strony zespołu produkcyjnego Edwardsa: woleli raczej zniszczyć swoje zestawy, niż pozwolić komuś innemu ich używać. Nie było dla nich ważne, że producenci "Jabberwocky" byli gotowi zapłacić im pokaźną sumę pieniędzy. "Byli tak opętani obsesją, że nasz film mógłby wejść na ekrany przed nimi", mówi Gilliam, "iż nie mogli zrozumieć, że za naszą prośbą nie kryły się żadne złe zamiary, jednak Edwards spalił swoją katapultę i zniszczył zestaw kanałów". Z winy reżysera "Różowej Pantery" Gilliam zakończył prace nad scenami, które miały poprzedzać skatologiczną scenę w kanale, której nie było w oryginalnym scenopisie: "Nagle dotarło do mnie, że dobrym sposobem przedostania się na zamek byłoby przejście przez system kanalizacji, tak więc Dennis pojawiłby się zanurzony w gównie. W końcu jednak, prawdopodobnie ulepszyliśmy ten pomysł przez dodanie sceny, w której strażnicy zamku sikają na niego z murów", przyznaje Gilliam. Ostatecznie Dennis dostaje się do miasta, dzięki temu, że jeden z gwardzistów musi wyjść, by się wypróżnić. Jakimkolwiek sposobem Dennis dostaje się za mury, i tak zawsze gówno zostaje na wierzchu.

Zredagowany przez Phila Stubbsa w kwietniu 2000 r.
Większość tekstu pochodzi z "Terry Gilliam: El Sonador Rebelde"
Jordi'ego Costa i Sergia Sancheza.
Tłumaczenie z języka angielskiego: J. M. Masłowski


inne artykuły

"Jabberwocky" w prasie

   "W pewnych częściach film jest słaby i traci nieco tu i ówdzie, jednak ja jestem skłonny przymknąć na to oko, a to z powodu salw śmiechu sprowokowanych poprzez ukazanie ludzkiej farsy i hipokryzji. Król Bruno, grany przez Maxa Walla, jest postacią, którą będę pamiętać bardzo długo; jest tak zabawny, że niekiedy niemal płakałem ze śmiechu. John Le Mesurier jako Szambelan nie zostaje daleko w tyle, a Michael Palin odgrywający idiotę jest także bardzo zabawny. Jadnakże sami osądźcie "Jabberwocka"."

(Derek Malcolm, Cosmopolitan)


   "Dziwny film, całkowicie poświecony wyimaginowanej i urojonej czasoprzestrzeni, który, pomimo jego względnego niepowodzenia, z perspektywy czasu podnosi na swej wartości i wciąż posiada swoje plastyczne piękno, które sprawia, że zakwalifikowanie go do jakiegokolwiek ówczesnego gatunku jest bardzo trudne. Bo faktycznie, co to jest za gatunek? Historyczno-satyryczno-fabularno-mityczno- czarodziejsko-humorystyczna makabreska?"

(R. B. Positif)


   "To, co odróżnia podejście Pythonów od ekstrawaganckiego stylu Hellzapoppina i braci Marx, to tworzenie świata fantazji, wyssanego z komiksów i kreskówek, który jest przesiąknięty szacunkiem dla realizmu szczegółów i miesza autentyczne piękno z prawdziwym przerażeniem w sposób godny Bergmana i Felliniego"

(Alan Brien, The Sunday Times)


   "Gdyby "Jabberwocky" powstał na fali jakiegoś niekonwencjonalnego stowarzyszenia filmowego, z pełnymi podtytułami i listą kredytową napchaną nazwiskami zawierającymi więcej xyz niż samogłosek, byłbym pierwszą osobą, która interpretowałaby ten film jako fantasmagoryczną przypowieść przepowiadającą nadciągający schyłek i upadek zachodniej cywilizacji. Humor Pythona znany z infantylnych ataków histerii, zawyżany często do poziomu geniusza, charakteryzuje się zachwytem łajnem, krwią, obłąkaniem, okaleczaniem, torturami, kaprysami, publicznym obnażeniem i nieuprzejmymi słowami czy gestami. Wiele z tego jest efektem zamierzonym i ma na celu wywołanie zbzikowanego oburzenia. Jednak to wszystko coś znaczy, i być może nie jest żadnym przypadkiem, że "Jabberwocky" niemal wcale nie odnosi się do powieści Lewisa Carrolla, ale miast tego okazuje się być niesamowicie przekonywającym breughelowskim obrazem Średniowiecza widzianym z szelmowsko fałszywej perspektywy dnia współczesnego. To, co odróżnia podejście Pythonów od ekstrawagancji stylu Hellzapoppina / braci Marx / Goodiesów, jest to, że tworzą oni swój komiczno-kreskówkowy świat fantazji z ogromną dbałością o realizm, namacalność szczegółów, mieszając przy tym ze sobą naturalne piękno i prawdziwe przerażenie w taki sposób, jakim niekiedy mogliby poszczycić się Bergman albo Fellini. Zdjęcia Terry'ego Bedforda również nie zostawiają zbyt wiele do życzenia"

(Sunday Times, 03-04-1977r.)


   "Terry Gilliam siedział w kawiarni Soho, ubrany w niebieskie dżinsy, z nogami założonymi na krzesło i zastanawiał się, dlaczego świat wciąż go pyta o symbolizm w filmie "Jabberwocky".
   Przez okno obserwował dwóch wyprostowanych Anglików w melonikach i ubraniach dopiętych na ostatni guzik, z nosami zadartymi do nieba, którzy przeciskali się przez tłum ludzi, ignorując wszystko dookoła. "O tym są moje filmy. One mówią o ekscentryzmie, ślepej absurdalności rodu ludzkiego. Tamci mężczyźni mogliby żyć na zupełnie innej planecie. Sądzę, że doszukiwanie się głębszego znaczenia filmu nie jest konieczne" powiedział. "Myślę, że ważne jest to, by wywołać w ludziach śmiech i wydaje mi się, że to właśnie robię. Ale też miałem skargi dotyczące posoki i defekacji - pewna dziewczyna z radia, przeprowadzając któregoś dnia ze mną wywiad, zażądała odpowiedzi na pytanie, dlaczego zrobiłem film o defekacji. To nie jest dokładnie tak, choć w filmie są sytuacje, w których ludzie podczas ulżenia sobie są naprawdę bardzo zabawni. W tym filmie nie ma nic, czego nie znajdziemy w malarstwie Brueghela". Gilliam pamięta pewną scenę, którą musi kiedyś wykorzystać do swoich animacji. Przechadzając się uliczkami Kopenhagi widział bardzo dobrze ubraną konwencjonalną parę paradującą po ulicy, trzymając się za ręce, był z nimi śnieżnobiały pudel z plastrem przylepionym do tyłka [Gilliam wykorzystał ten motyw w filmie "Brazil" - przyp. tłumacza]. "Ale nie to jest niesamowite - bo kiedy ja to narysuję, ludzie powiedzą: Och, to nie jest życie", dodaje Gilliam i rechocząc rusza w powrotną drogę do Hampstead."

("Tinkling Symbols", Guardian, 06-04-1977r.)


   "Zwiastun filmu "Jabberwocky" wesoło zapowiada: "Wreszcie, film dla skłonnych do wymiotów" - jesteśmy w Średniowieczu, można by nawet powiedzieć, że znaleźliśmy się w środku zburzenia, bałaganu, który mógłby być celowo pomyślany jako prawo starego nieporządku. Jest to świat bardzo podobny do świata filmów grupy Monty Pythona, świat, którego gwiazdą jest jeden z aktorów tejże grupy - Michael Palin, grający naiwnie patrzącego na rzeczywistość młodzieńca imieniem Dennis - świat wyreżyserowany także przez Pythona - Terry'ego Gilliama - według scenariusza, który Gilliam napisał wraz z Charlesem Alversonem. Spustoszone królestwo, w którym się znaleźliśmy, rządzone jest przez Króla Brunona Wątpliwego, granego przez dawną wielką komediową gwiazdę angielskiego teatru rewiowego - Maxa Walla. Jego głos wydaje się być jak dźwięk gałki muszkatołowej ścieranej na tarce z góry na dół; przesuwa swoje ciało w taki sposób, jak gdyby poruszało się ociężale, a jego szaty przypominają ręcznie robioną niejednolitą derkę dla konia. Być może monarchiczna szata została zrobiona przez zakonnice zwane Siostrami Niedoli mieszkające w wieży z jego córką, które wiecznie coś szyją z dala od świata.
   Na zewnątrz, średniowieczny chaos rozpływa się w amoku. Konfekcje wyrzucane są z każdego okna. Głos niczym kapłański oznajmia "godzina szczytu!" i ulice natychmiast zapełniają się przepychającym się tłumem przechodniów, których w jednej chwili jest tu więcej niż zazwyczaj. Wszędzie rządzi kurz. Cały pałac jest nim pokryty. Nigdzie nie można kichnąć lub postawić stopy tak, by nie podniosła się zaraz chmura pyłu. Rozdrażnieni ludzie wypowiadają niewłaściwe słowa. Niezrównany, pogardliwy John Le Mesurier, grający Szambelana, początkowo nazywa króla "Sire" i, nie otrzymując żadnego odzewu ze strony króla, przechodzi do nazywania go "kochaniem" ("darling"). Król dostaje ataków furii związanych z chaosem, jaki ogarnął jego królestwo, które chwytają go niczym katar sienny. Łaskawie gratulując swej córce (Deborah Fallender) jej pięknego wyglądu, król obserwuje wraz z nią i Szambelanem turniej rycerski, podczas którego ich szykowne stroje zostają obryzgane krwią. Szambelan sugeruje, że musi być lepszy od tej całej rzezi sposób na wybranie mistrza. Ktoś wysuwa propozycję zabawy w chowanego. Tak więc rycerze, ciągle jeszcze w brzęczących zbrojach, lecz już pieszo, skradają się wokół "Henryka V" - wyglądając zza namiotów i szukając się nawzajem. Jest to świat, w którym modlitwy intonowane są do latającego wieprzoryba; świat żebraków, którzy z odrobiną uśmiechu na ustach odcinają sobie kawałki kończyn, by móc wdzięcznie przyjmować jałmużnę; świat brudnych, przeludnionych miast; świat rozwścieczonego do czerwoności fanatyka (Graham Crowden) wygłaszającego kazanie w kuźni, że jej linia produkcyjna może równie dobrze służyć do produkcji najbardziej nowoczesnych w Średniowieczu instrumentów tortur; świat rzekomo świetnego mistrza bednarstwa (ojca Dennisa, granego przez Paula Currana), który nie ma najmniejszego pojęcia, jak utrzymać razem klepki swoich baryłek. W środku tego wciąż utrzymującego się bałaganu, ściśle przestrzegane są dobre obyczaje. Dennis Bednarz, w straszliwej walce, chowa się za malowaną tarczą, która wygląda jak ozdóbka z papier-mâché. Rycerz wysłany, by zabić Jabberwocka nosi homara na hełmie jako herbowy klejnot [w filmie rycerz ten nosi na hełmie motyw czerwonego śledzia ("herring"), a nie homara ("lobster"), jak sugeruje autor tekstu - przyp. tłumacza]. Homar jest usidlonym stworzeniem, które, pełniąc funkcję motywu skorupiaka, ma arystokratyczny tors, z czego można zdecydowanie wywnioskować, że pochodzi z linii owoców morza. Poniżej, daje on odbicie zrujnowanego nietoperza, który jednak ma wygląd dwóch szczelin na homarze, co wskazuje na to, że spędził on całe stulecia na najwyższym piętrze domu dla obłąkanych kobiet z Chaillot.
   Dennis na razie szaleje z miłości do dziewczyny zwanej Gryzelda Fishfinger. Fishfingers - paluszki rybne - to mało atrakcyjny rodzaj mrożonej żywności w Anglii, którą często karmiono koty, mimo że z powodzeniem reklamowana jest w telewizjach komercyjnych jako idealne pożywienie dla całej rodziny. Gryzelda (Annette Badland), znana jako Śliczna Gryzelda, której wielkie rozmiary łatwo rzucają się w oczy, jest dziewczyną ubraną w ciasny gorset, która nosi ziemniaki w wypuklejszej części gorsetu tuż pod górnym sznurowaniem. Odzywa się rzadko, jednak ziemniaka pochłania bardzo łapczywie. Dennis łapiąc wyrzucone przez Gryzeldę nadgniłe warzywo, traktuje je tak, jak gdyby było ono złotym jabłkiem. Podobnie jak on, wszystkie inne postacie z filmu zdają się być z zadowoleniem wprowadzane w błąd. Kiedy ktoś pociągnie sznurek u drzwi, człowiek siedzący za drzwiami na końcu sznura od dzwonka zostanie nagle szarpnięty za szyję do góry i krzyknie z bólu. Wówczas to miło wyglądająca żona usłużnie powie do swego męża siedzącego przy kominku: "Ktoś jest u drzwi, mój drogi". Filmowi mieszkańcy miasta - także Król - muszą znosić surowe warunki. Fanfary grane przez królewskiego trębacza trudno jest nazwać muzyką, a królewski dobosz ma taki zapał do bębnienia, że przerywa wszystko, co próbuje powiedzieć królewski herold. Podczas gdy Biskup (Derek Francis) jest zawsze najedzony, a szufelka jest używana jak należy, chociaż kontrastuje to ze średniowiecznym brudem tych zazwyczaj znudzonych ludzi, to potwór, według opowieści, pewnego razu tak wystraszył człowieka, że jego zęby całkowicie zbielały mu przez noc - właśnie tak powinny były się zmienić, ponieważ ogólny kolor zębów w Średniowieczu to rdzawo brązowy, stosownie do tego filmu. Poza tym, postacie żyją w zdrowiu i z wprawiającym w zdumienie dobrym usposobieniem. Tylko okazjonalnie mają zły humor. W filmie jest pewna nieprzyjemna chwila, kiedy Dennis musi poślubić księżniczkę. "Ogłaszam Was mężem i żoną", mówi odprawiający nabożeństwo duchowny. "Księciem i księżniczką" poprawia Jej Książęca Wysokość na jej wysokim koniu. "Jabberwocky" zasługuje na łączenie go z Lewisem Carrollem; cieszyłby się z tego, że ten głupkowaty dowcip oraz błękit nieba sięgają jego nonsensu. Nie często gwałtowna przeszłość bywała tak beztrosko zabawna."

(New Yorker, 09-05-1977r.)


   Nie kryję zadowolenia z faktu, że ktoś jeszcze interesuje się niskobudżetowym filmem mającym już prawie 25 lat. Prawdopodobnie tak by się nie stało, gdyby nie reżyseria Terry'ego Gilliama, ale co za różnica. Z mojego punktu widzenia jako głównego scenarzysty, był to jeden z niewielu napisanych scenariuszy, który został niemal w pełni wykorzystany. To było nieco frustrujące, kiedy Gilliam poprosił mnie o coś, co było niemożliwe do zrobienia (dla mnie, w tamtym okresie), o coś takiego jak stworzenie dialogu pomiędzy Dennisem i jedną z kukiełek z wędrownego puppetshow. Prawdopodobnie mógłbym zrobić to teraz, ale wtedy wydawało się to niemożliwe. Mimo że to ja wziąłem pieniądze za przeważającą część oryginalnego scenariusza "Jabberwocky", to ja również byłem odpowiedzialny za wiele sprzeczności, które Gilliam musiał wyłapać i usunąć z naszego pierwszego nieporęcznego szkicu, kiedy nadawał scenariuszowi ostateczny kształt. Na przykład, w pośpiechu usunęliśmy żart o drewnianych nogach. Chociaż to był dla nas wstrząs, to musieliśmy tak to zostawić. Takich rzeczy było znacznie więcej, ale nie mogę ich sobie teraz przypomnieć. Zdarzało się też, że Terry brał źle napisane albo niedokończone jeszcze sceny (takie jak scena z Dennisem i Watem Dabney) i pracował nad nimi z taką oszczędnością, która mnie oślepiała. Z drugiej strony, było dla mnie frustrujące zobaczyć na ekranie kilka z moich błyskotliwych scen całkowicie zrujnowanych także przez fakt, że dialog po prostu nie mógł być zagrany lub Gilliam spokojnie coś wyciął swymi reżyserskimi zębiskami, czy dlatego, że niektóre sceny nie były jeszcze genialne. Frustrujące było też siedzenie i obserwowanie kręconych przez Gilliama scen (walka między Jabberwocky i Czarnym Rycerzem), ponieważ byłem cholernie przekonany o tym, że ja mógłbym zrobić to lepiej. Ale, ponieważ scenarzysta odgrywa taką samą rolę w reżyserowaniu filmu jaką ojciec odgrywa w rodzeniu dziecka, nie miałem na to wielkiego wpływu. Jednak poza moim błyskotliwym rękopisem i świetną reżyserią Gilliama, najlepszą rzeczą w "Jabberwocky" jest według mnie obsada. To był wielki zaszczyt usłyszeć napisane przez nas słowa wypowiadane przez Maxa Walla, Johna Le Mesurier, Warrena Mitchella, aktorów, którzy zagrali takie role jak rola ojca Dennisa (Paul Curran), głównego kupca (Peter Cellier), Biskupa (Derek Francis), Wata Dabney (Jerrold Wells). Ci ludzie tworzyli ten film. I nawet jeżeli było kilku źle obsadzonych aktorów (Harry H. Corbett jako giermek), których Gilliam na lata usunął ze swojego życia, to i tak robili mu renomę lepszego reżysera. Kiedy otrzymuję niezrównanie mały czek jako honorarium za "Jabberwocka" i zauważam, że oprócz Mike'a Palina, dostaję jeden z najmniejszych kawałków placka, to nie tylko zaniża to moją pozycję scenarzysty, ale też przekonuje mnie, że film jest najbardziej wyczerpującym środkiem przekazu na świecie, co sprawia, że cieszę się z faktu, że jestem powieściopisarzem.

Charles Alverson - współscenarzysta (kwiecień 2000)


inne artykuły



"Jabberwock"

'Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.

"Beware the Jabberwock, my son!
The jaws that bite, the claws that catch!
Beware the Jubjub bird, and shun
The frumious Bandersnatch!"

He took his vorpal sword in hand:
Long time the manxome foe he sought-
So rested he by the Tumtum tree,
And stood awhile in thought.

And, as in uffish thought he stood,
The Jabberwock, with eyes of flame,
Came whiffling through the tulgey wood,
And burbled as it came!

One two! One two! And through and through
The vorpal blade went snicker-snack!
He left it dead, and with its head
He went galumphing back.

"And hast thou slain the Jabberwock?
Come to my arms, my beamish boy!
O frabjous day! Callooh! Callay!"
He chortled in his joy.

'Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.

    Lewis Carroll (Charles Lutwidge Dodgson)



Streszczenie

(Jeśli jeszcze nie oglądaliście filmu, szczerze odradzam czytanie streszczenia.
Po co psuć sobie zabawę? - J.M.Masłowski)

(Jeżeli chcecie zapoznać się z treścią filmu, kliknijcie,
ale na własną odpowiedzialność - I.Siwek)



A na koniec niespodzianka!!!
MAŁA FOTOGALERIA



do góry

  © 2003-2007 J. M. Masłowski & Ireneusz Siwek