Jeśli masz mózg wielkości tic-taca i lubisz głupio chichotać, pooglądaj sobie, bo mógłbyś robić coś gorszego.
 

Najdłuższy członek Latającego Cyrku Monty Pythona

stat4u

Bon, les wheels, ici.








Guten Abend meine Damen und Herren.
Artykuły prasowe

   1. Był duchowym ojcem Monty Pythona - "Tele Świat"
   2. Gdyby John Cleese był bogiem, czyli sens życia objawiony - Daniel Wyszogrodzki

Był duchowym ojcem Monty Pythona

   John Cleese mógłby spokojnie spocząć na laurach. Widzowie na całym świecie zawsze i bezbłędnie będą go kojarzyć z Monty Pythonem i większość z nich ledwo sobie przypomni, że Cleese to również ten od "Rybki zwanej Wandą" czy "Frankensteina". Ale Cleese kocha bawić ludzi i nikt go nie przekona, że ma tego nie robić. I dobrze. W końcu Monty Python to oprócz braci Marx najbardziej znana grupa komediowa dwudziestego stulecia. Specyficzny humor ich filmów, począwszy od "Latającego Cyrku Monty Pythona" aż po "Sens życia wg Monty Pythona", to w dużej mierze zasługa Cleese'a. Nie tylko wystąpił w nich wszystkich i współtworzył scenariusze, ale przede wszystkim, jak przyznają komicy Monty Pythona, był ich duchowym ojcem.

Cleese wspomina, że jego rodzice mieli, delikatnie mówiąc, umiarkowane poczucie humoru. Lekkość, dowcip, śmiech były dla nich czymś złym. Młody John miał obrać poważną drogę życiową. Skończył więc prawo na Uniwersytecie Cambridge, ale miast praktykować w zawodzie, zaczął w radiu BBC... rozśmieszać słuchaczy.

Na początku lat 70., gdy Monty Python był w Wielkiej Brytanii u szczytu sławy, Cleese postanowił wystartować z własnym sitcomem "Fawlty Towers" ("Hotel Zacisze" - przyp. JMM1). Współtworzyła go jego żona (Connie Booth - przyp. JMM). Niestety, ich małżeństwo nie wytrzymało tej próby i rozpadło się po kilku latach. Cleese wpadł w depresję. Do dziś przekonuje: - W takich przypadkach nie ma co czekać, aż spłynie na ciebie fala dobrego nastroju, tylko trzeba natychmiast pójść po pomoc do psychoterapeuty. Cleese zainteresował się wtedy psychologią i odzyskał formę. Kilka lat później tak oczarował pewną terapeutkę, że została jego żoną. Razem stale kursują pomiędzy dwoma domami: w Londynie i w Kalifornii. Cleese ma Brytyjczyków serdecznie dosyć: "Stale narzekają, a to na moje przeszczepione włosy, a to na karierę za oceanem. Szczerze mówiąc, wolę mieszkać w Stanach. Tu się mnie nikt nie czepia."

Magazyn "Tele Świat" nr 38/2001

1) JMM - J.M.Masłowski

Gdyby John Cleese był Bogiem, czyli sens życia objawiony

   John Cleese jest, jak powiedział reżyser Terry Gilliam, jednym z uprzywilejowanych wybrańców - wszyscy inni muszą przynajmniej założyć perukę, żeby wyglądać równie idiotycznie. Idiotycznie wyglądał od dziecka. Urodził się w 1939 roku i od razu był wyższy niż inni. Ma za sobą krótki okres używania drugiego imienia Otto oraz bardzo długi okres pobierania nauk - aż po Cambridge.

W szkole celował w przedmiotach ścisłych. Na uniwersytecie wybrał prawo. Popularne w minionych dekadach testy na inteligencję plasowały go w kategorii "geniusz". W Latającym Cyrku Monthy Pythona pisał większą część tekstów, etatowo wcielał się w kelnerów i odmawiał - jeżeli tylko było to możliwe - przebierania się w kostiumy. Wcielił się w szereg popularnych postaci, między innymi w Attylę i w Poncjusza Piłata. Po odejściu od Monthy Pythona stworzył najpopularniejszy serial w historii telewizji brytyjskiej - Fawlty Towers (znany u nas jako Hotel Zacisze). Jest autorem scenariusza filmu Rybka zwana Wandą, w którym zagrał też głównł rolę, a który okazał się jednym z najpopularniejszych filmów w historii brytyjskiej kinematografii. Przez ostatnie lata Cleese pracował pilnie nad scenariuszem nowego filmu Lemur zwany Rollo - tytuł angielski Fierce Creatures - który zrealizował w oparciu o ekipę aktorską (i nie tylko) z Rybki. Ale to nie "sequel" (dalszy ciąg) mówi, wykorzystując grę słów - to "equal" (równorzędna historia). Czyli, utrzymany w podobnym stylu i na podobnym poziomie, równorzędny film, który - oprócz aktorów obsadzonych w głównych rolach - nie ma z poprzednim nic wspólnego. Aktorów zaś przedstawia John Cleese następująco: Kevin "dostał Oscara za Rybkę" Kline, Jamie Lee "mama i tata o mało nie dostali Oscarów" Curtis, Michael "zna kogoś kto dostał Oscara" Palin oraz John "nigdy nie dostanie Oscara" Cleese.


- To upokarzające, nie być upokorzonym przez Johna Cleese'a. Nigdy nie wzięliście na warsztat Polski - ani ty, ani Python.

John Cleese
Nigdy? Rzeczywiście. Może dlatego, że robili to wszyscy inni. Pamiętam, że jak znalazłem się w Chicago w 1965 roku, wszyscy opowiadali mi "polish jokes". Jestem komikiem i takie głupie dowcipy mnie nie biorą. W Anglii opowiada się je o Irlandczykach.

- No właśnie - w Finlandii o Norwegach. We Francji o Belgach.

John Cleese
A w Belgii o Flamandach... Jaki z tego wniosek?

- Że to wszystko Flamandowie?

John Cleese
Nie, że te same dowcipy wędrują po świecie i uderzają w inne narody i mniejszości.

- W Polsce były wymierzone w policję.

John Cleese
Bo nie macie Flamandów. Wymyśliłem zresztą, co z tym zrobić. ONZ powinien co roku wybierać do łojenia inny kraj. Mamy przeszło sto państw.

- Więc żaden kraj nie powtórzy się za życia jednej osoby - genialne!

John Cleese
A jakie demokratyczne - pełna równość!

- Z równością to ty nie przesadzaj. To nie w porządku wobec innych być tak wysokim - nie uważasz?

John Cleese
Uważam. Szczególnie, kiedy siedzę w kinie - potrafi mi to zepsuć cały wieczór. Ledwo zdążę usiąść, a z tyłu słyszę: "O Boże! Tylko nie to".

- A nie wystarczy, że odwrócisz się i zobaczą, że to John Cleese?

John Cleese
Nie. Zawołają: "To Basil Fawlty!" Zniżam się więc, jak mogę. Oczywiście wysoki wzrost często daje przewagę. Działa to odwrotnie jedynie wtedy, kiedy zrobimy coś zawstydzającego lub niemądrego. Bardziej widać.


John Cleese zazwyczaj wcielał się w typy arbitralne, apodyktyczne. Komediową kwintesencją histerycznych postaw takich osób był niezapomniany Basil Fawlty - czyli właściciel Hotelu Zacisze. Pamiętamy, jak dostał szału przy niemieckich turystach i udawał Hitlera. Odejściem od tego schematu była urocza ekranizacja Romansu kontrabasisty Czechowa - ale za to przez cały film musiał grać nago. W Lemurze zwanym Rollo gra bezdusznego urzędasa, który ma za zadanie sprawić, żeby maleńkie angielskie zoo zaczęło przynosić dochody. Jakby to o dochody w zoo chodziło! Ale czy naprawdę nie ma serca? Bezwzględnie wprowadza nowł politykę promocyjną - ludzie lubią tylko (tytułowe) dzikie bestie! Tak twierdzi. Usuwa wszystko co miękkie, miłe i przytulińskie. W wyjątkowo dramatycznych okolicznościach giną: walabia, mara, mały struś, lemur i koati. Jaki spotkał je los?


- Odnoszę wrażenie, że twojego bohatera z Lemura... można wyprowadzić od Basila. Dlaczego doszukujesz się zazwyczaj komizmu w postaciach despotycznych, autorytarnych? Zwłaszcza kiedy się rozsypują?

John Cleese
Dlatego, że osoby, które nie posiadają autorytetu, nie są takie zabawne, kiedy wszystko zaczyna im wypadać z rąk. Tak uważam. Ktoś, kto zajmuje wysoką pozycję, ma zazwyczaj wiele do stracenia - głównie tę pozycję właśnie, a niejako przy okazji pieniądze i wszystko inne.

- Autorytet sprawia, że osoba jest bardziej widoczna.

John Cleese
Oczywiście. I kiedy coś zaczyna się psuć, a komedia zawsze opowiada o tym, że coś się psuje - gdyby wszystko było w porządku, nie mielibyśmy komedii - taka osoba ma więcej do stracenia. Bardziej zabawny jest wtedy facet, który prowadzi agenturę wywiadu, niż facet, który ma sklep z cukierkami.


John Cleese wie, co robi. Michael Palin tak się jąkał w Wandzie, że przez cały film wypowiedział może jedno pełne zdanie. Teraz dostał rolę opiekuna zwierząt, który się nie zamyka. Czyżby Cleese faktycznie wyznawał równość i demokrację? Doskonały aktor amerykański, Kevin Kline, otrzymał Oscara za rolę w filmie Rybka zwana Wandą. Czy po tak brawurowym popisie aktorskim, jakim była kreacja histerycznego Otto, można pokazać coś więcej? John Cleese pomyślał i o tym - w nowym filmie Kevin Kline zagra po prostu dwie role! Ojca - bezdusznego multimilionera, pozbawionego uczuć i skrupułów właściciela gigantycznej amerykańskiej korporacji, który przypadkiem wchodzi w posiadanie angielskiego zoo. Oraz synka, strasznego lesera, któremu tatuś daje szansę pokazania, ile jest wart i oddaje zoo w jego ręce. Synkowi będzie chodziło o forsę i o dziewczynę. Dziewczyną jest - oczywiście - Jamie Lee Curtis, aktorka znana z rodziców (aktorzy Janet Leigh i Tony Curtis) oraz z dekoltu (powiedziała ostatnio u Jaya Leno, że zarabia cyckami na uczelnię dla swoich dzieci, a Jay Leno na to, że nie ma nic droższego niż Harvard i że już na pewno zarobiła). W filmie Lemur zwany Rollo gra ambitną młodą urzędniczkę firmy Kline'a - ojca, która dostrzega wielką szansę korporacyjnego awansu w połączeniu sił z głupawym Klinem-synem. Terenem ich miłosno- finansowych manewrów będzie, rzecz jasna, zoo.


- Nowy film ukazuje konflikt pomiędzy dwoma systemami wartości. Jak widzisz naszą "korporacyjną" przyszłość?

John Cleese
Mam niedobre przeczucie, że upadek socjalizmu ugruntuje na długo pozycję tzw. wartości rynkowych. Istnieje duża grupa ludzi, którzy są przekonani, że wartości rynkowe załatwiają wszystko. A nie natknąłem się jeszcze na prace żadnego filozofa, który odwoływałby się do ekonomii, konstruując kodeks moralny. Powątpiewam w słuszność takich wartości i uważam, że prowadzą do wyciągania bardzo błędnych wniosków na temat ludzkiej natury i społeczeństwa. Te zagadnienia żywo mnie interesują, być może napiszę coś więcej na ten temat. Tym razem poświęciłem uwagę ludziom, którzy pracują tylko po to, żeby zyskiwać na potędze. Przedstawiciele wysokich szczebli w hierarchii biznesu starają się zajść jeszcze wyżej. Milionerzy powiększają majątek. Chciałem skontrastować ich postawy z postawami ludzi, którzy robią coś dlatego, że to kochają. Coś, co nadaje sens ich życiu.

- Zawsze czułem, że wiesz jaki jest sens życia, tylko nie chcesz nikomu powiedzieć.

John Cleese
Przecież to jest na filmie! (Sens życia, 1983 r. - przyp. D.W., vide "Machina" nr 9).

- Bądź uprzejmy, unikaj tłuszczów, przeczytaj czasem dobrą książkę?

John Cleese
Nie!!! Po pierwsze - ludzie noszą za mało kapeluszy. Po drugie - materia i energia są równoważne. We wszechświecie istnieje wiele rodzajów energii, której nie jesteśmy w stanie odbierać zmysłami. źródło takiej energii może mieć charakter duchowy - tak więc oddziałuje na ludzką duszę. Ale, jak poucza ortodoksyjne chrześcijaństwo, dusza ludzka nie istnieje "ab initio"1). Możemy ją powołać do życia jedynie w procesie kontrolowanej samoobserwacji. Jednakże osiągamy taki stan niesłychanie rzadko, ze względu na to, że trywializmy codziennego życia z wyjątkową łatwością odrywają człowieka od spraw natury duchowej. (Wyrecytował to z pamięci, przysięgam! - D.W.)


John Cleese jest mądrym człowiekiem. Nie tylko sam wie, jaki jest sens życia, ale potrafi zanieść dobre słowo tym wszystkim, którzy nawet się tego nie domyślają, albo których to w ogóle nie interesuje. Jest współautorem dwóch bestsellerów, w których (wespół z zawodowym psychologiem, Robinem Skynnerem) tłumaczy, jak powinno się żyć - pogodnie i godnie, dbając o siebie i nie krzywdząc innych. Książki, podobnie jak w wielu innych krajach, doczekały się wydań także i w Polsce - jako Żyć w rodzinie i przetrwać (1992 r.) oraz Żyć w tym świecie i przetrwać (1994 r.). Szkoła przetrwania według Cleese'a wymaga poczucia humoru.


- Wierzę w związek pomiędzy mądrością i humorem - czy można być głupim i śmiesznym?

John Cleese
Można - w wąskim zakresie. W Anglii był kiedyś niezwykle zabawny facet, nazywał się Tommy Cooper. Właściwie był to najśmieszniejszy człowiek, jakiego widziałem. Wystarczyło, że stawał na scenie, a doprowadzał całą widownię - w tym także mnie - do śmiechu. Redukował nas do śmiechu - nie zawsze wiedzieliśmy nawet, z czego się śmiejemy. Miał po prostu taką szczególną właściwość. A nie był mądrym człowiekiem. Znałem ludzi, którzy pisali dla niego i wiele rzeczy musieli mu wyjaśniać. Interesują mnie wyłącznie komicy, którzy sami piszą własny materiał. A wtedy im więcej ma się mądrości, zrozumienia, rozwagi, tym głębsze, tym bardziej znaczące jest to, co się robi. Tym ciekawsze jest też wtedy poczucie humoru. Bardziej interesujące jest pisanie o ludzkiej naturze niż o cenach ryb. Najważniejszym punktem wyjścia do moich żartów są poważne lektury. Lekkie lektury mogą być także inspirujące, ale to jednak co innego czytać Bertranda Russella i powiedzieć sobie nagle: rzeczywiście tak jest, nigdy o tym nie myślałem, to świetna myśl komediowa.

- Kiedy zagłębisz się w filozofię całym sobą, możesz znaleźć związek nawet pomiędzy Szopenem i Szopenhauerem.

John Cleese
Uchowaj Boże! To nie mój skecz - to Jones i Palin.

John Cleese nie tylko pisze mądre książki dla ludzi wrażliwych, jest też cenionym autorem-"instruktorem" dla tych drugich. Od lat prowadzi własną firmę - Video Arts Ltd., która wydaje instruktażowe kasety wideo dla, szeroko pojmowanych, pracowników wielkich korporacji i świata handlu. W komediowy sposób uczy prawideł współczesnego biznesu, pokazując dokładnie, jak nie powinno się go prowadzić. Wśród popularnych tytułów widzimy: Spokojnie! To tylko klient, Jak nadużywać statystyki albo Decyzje, cholerne decyzje. John Cleese wie absolutnie wszystko (czego od człowieka, znającego sens życia, można chyba albo wręcz należy oczekiwać). I - będąc człowiekiem skromnym - nie ukrywa tego.

- Jak wyglądałby świat, gdyby John Cleese był Bogiem?

John Cleese
Noszenie garniturów zostałoby zabronione. Od tego bym zaczął. A potem kazałbym się wszystkim uciszyć. Wprowadziłbym co najmniej trzy dni w tygodniu - może po pół dnia - absolutnej ciszy. Nie wolno by było nawet mówić. Ludzie początkowo uważają ciszę za deprywację. Potrzebują czasu, żeby dostrzec w niej wyzwolenie. Największym nieszczęściem dzisiejszego świata jest to, że wszystko dzieje się za szybko i wszyscy są zbyt zajęci. Uważam też za wielkie nieszczęście to, że straciliśmy niedzielę. Stała się takim samym dniem, jak każdy inny - ludzie są zagonieni, z roku na rok żyją w większym stresie. Stają się poirytowani i nie mają czasu na refleksję. Kiedy zaczynamy się spieszyć, tracimy kontakt z naszą stroną duchową. A bez tego nie można żyć. Tracimy elementarne poczucie więzi ze światem. Ja sam odnajduję je czasem w zoo. W zoo spotkałem najszczęśliwszych ludzi, jakich widziałem. O tym jest mój nowy film. Ale to tylko jego tło. Gdybym mówił wprost o takich rzeczach, zniechęciłbym widownię. Znudził. Nie wolno tego robić.

- Czy forma komediowa jest więc tylko pięknym opakowaniem? Zachętą, żeby sięgnąć do środka?

John Cleese
Wyglądać na głupca, to sekret mędrca.

- Edgar Allan Poe...


John Cleese nie lubi grać w filmach. Nie znosi aktorstwa filmowego, podniecenie panujące na planie porównuje do oczekiwania na samolot w sektorze "Odloty" - tyle że przez trzy miesiące! Jego własne aktorstwo kształtowało się na scenach studenckich kabaretów i do dzisiaj, jeśli nie może mieć żywego kontaktu z widownią, woli go nie mieć wcale. Robi jednak wyjątki, udzielając się od czasu do czasu, jako charakterystyczny aktor drugoplanowy (dodajmy - bardzo wysoko opłacany). Pamiętamy Mary Shelley's Frankenstein albo Księgę dżungli (tę nową, z aktorami)? Skąd ta niekonsekwencja? Otóż jest John Cleese wielkim perfekcjonistą. Jako taki - poświęca bardzo dużo czasu na pisanie, cyzeluje scenariusze, sprawdza je dokładnie testując międzynarodowe widownie. Stąd też, rzec by się chciało, rezultaty. Ale - musi przecież z czegoś żyć w międzyczasie i to żyć dostatnio. Innym świetnym źródłem zarobku są dla Cleese'a filmy reklamowe. Ostatnio dał się namówić na odtworzenie postaci, do której zagrania - choćby ze względu na warunki fizyczne - wydaje się wręcz stworzony. Zagra Don Kiszota!


- Znamy już twoje najnowsze plany - wkrótce rozpoczynasz zdjęcia do ekranizacji Don Kiszota. Grasz tytułową postać, a Robin Williams wciela się w Sancho Pansę - kto reżyseruje?

John Cleese
Fred Schepisi, bardzo utalentowany reżyser australijski. (Barbarosa 1982 r., Iceman 1984 r., Roxanne 1987 r., A Cry In The Dark 1988 r. przyp. D.W.).

- Znasz Robina Williamsa? Ten człowiek to podobno żywioł.

John Cleese
Nie znam go dobrze, ale bardzo mi się podoba. Mam znajomych, którzy twierdzą, że to uroczy człowiek. Wymykał się spod kontroli, bo wydawało mu się, że musi wciąż improwizować. Odnoszę wrażenie, że to co robi teraz, bliższe jest aktorstwu.

- Słynie z monologów w stylu "strumienia świadomości".

John Cleese
Doskonale improwizuje! Dlatego pierwszy znaczący sukces jaki odniósł, to rola w filmie Dzień dobry, Wietnam! Pokazuje, na co go naprawdę stać.

- Moskwa nad rzeką Hudson zaprezentowała skalę jego możliwości emocjonalnych.

John Cleese
Ale dopiero Stowarzyszenie umarłych poetów udowodniło, jak znakomitym jest aktorem. Po prostu aktorem.

- Nie wyobrażam sobie lepszej pary - Don Kiszot i Sancho Pansa.

John Cleese
Chyba będzie dobrze, prawda? Przyjąłem rolę głównie dlatego, że bardzo podobał mi się scenariusz. Teraz siedzę nad książką - czytałeś to? Dziewięćset pięćdziesiąt stron!

- Czytałem. Kup sobie skróconą wersję, dla dzieci. I pamiętaj, że - wbrew tytułowi - to Sancho Pansa jest głównym bohaterem.

John Cleese
Zauważyłem. Scenariusz wybiera zresztą z książki to, co najlepsze. Wprowadzony jest także interesujący wątek Inkwizycji.Za każdym razem, kiedy Don Kiszot robi coś szalonego albo kogoś atakuje, pamiętamy, na jak straszne naraża się konsekwencje. A to dodaje filmowi napięcia.

- Hiszpania XV wieku była niewątpliwie miejscem napięć.

John Cleese
Co za wspaniała epoka na komedię, prawda?

- Mel Brooks wyśmiał Inkwizycję w muzycznym numerze z Historii Świata.

John Cleese
I zrobił to tańcząc. A mnie najbardziej przerażają wymagania sprawnościowe: jazda na koniach, walki w zbrojach.

- Wiatraki.

John Cleese
Wiatraki i sześciodniowy tydzień zdjęciowy!

- Musisz się zaprzyjaźnić z ekipą od efektów specjalnych.

John Cleese
Liczę na nią! Nie lubię się wstydzić - za żadne pieniądze!

- A słyszałem, że zrobisz wszystko za pieniądze. Czy to prawda, że Eric Idle dał ci kiedyś funta, żebyś się zamknął i że go przyjąłeś?

John Cleese
Jeżeli on tak mówi, to musi to być prawda. Eric nie potrafi zmyślać.

- W takim razie dam ci dwa złote za zdjęcie ze mną.

John Cleese
A ile to jest? Mniej więcej.

- Pięć dolarów.

John Cleese
Nie zmyślasz?

- Nie potrafię.

John Cleese
No to chodź.

    Na koniec rozmowy proszę o autografy. Najpierw dla przyjaciół - tak się składa, że mam do obdzielenia dwa małżeństwa i w obu wypadkach dziewczyna ma na imię Magda. John pyta: "To ta sama Magda, tylko sypia z dwoma różnymi facetami, tak?" Zaprzeczam. Podtykam grudniową "Machinę" otwartą na tekście o Monthy Pythonie. "Kszyszoftsi" - zaczyna. The Crusaders of The Absurd - tłumaczę tytuł, po czym następuje krótka lekcja polskiej wymowy. Powtarza. Jest zachwycony: "Krzyżowcy absurdu". Świetny tytuł!". Taką też dostaję dedykację. Nigdy w życiu nie doczekałem się pochwały z ust wyższego człowieka. A - przy okazji - poznałem sens życia.

Daniel Wyszogrodzki

1) ab initio łac. od początku (przyp. I.Siwek)

do góry

  ©2010 Ireneusz Siwek & Julius Caligo