Jeśli masz mózg wielkości tic-taca i lubisz głupio chichotać, pooglądaj sobie, bo mógłbyś robić coś gorszego.

     AND NOW...
     FILMOTEKA
Monty Python wiecznie żywy
 
 

ASPEN

"MONTY PYTHON NA ŻYWO W ASPEN"

MONTY PYTHON LIVE AT ASPEN (1998)
 



REŻYSERIA
Paul Miller

SCENARIUSZ
Peter Crabbe

DYREKTOR ARTYSTYCZNY
Eric Larson

PROJEKT GRAFICZNY TYTUŁOWEJ ANIMACJI
Terry Gilliam

WYSTĘPUJĄ
John Cleese
Terry Gilliam
Eric Idle
Terry Jones
Michael Palin
Eddie Izzard

oraz
świętej pamięci
Graham Chapman

GOSPODARZ PROGRAMU
Robert Klein


PRODUCENCI WYKONAWCZY
John Moffitt
Pat Tourk Lee
Stu Smiley

PRODUKCJA
Python (Monty) Pictures Ltd.
U.S. Comedy Arts Festival
HBO
 

COPYRIGHT © 1998  PYTHON (MONTY) PICTURES Ltd.
 

USA - 1998

czas projekcji: 58 min.
 

Fragment "Monty Python na żywo w Aspen"


 
 

John Goldston o "Monty Python na żywo w Aspen"

"(...) spektakl w Aspen był czymś niezwykłym. Niewątpliwie wciąż istnieje dawna "chemia", Pythonowie są doskonale zgrani i nadal niesamowicie śmieszą."

David Morgan "Monty Python Speaks!"
("Tako rzecze Monty Python")
Wydanie I, Ok.no Warszawa 2003
Tłumaczenie Zbigniew Batko
 

Monty Python u schyłku XX stulecia

   
W 1998 roku telewizja HBO nakłoniła piątkę Pythonów do nieoficjalnego występu podczas Amerykańskiego Festiwalu Sztuki Komediowej w Aspen w stanie Kolorado. Miał być to pierwszy od 17 lat wspólny występ grupy na scenie. Tak więc 7 marca 1998 roku prawie pełna ekipa Monty Pythona pojawiła się na deskach Wheeler Opera House w Aspen. Na pokaz przyszły tłumy, zaś pierwsze rzędy widowni zajmowały grube ryby przemysłu filmowego, producenci i niemal cała obsada sitcomu "Cheers", komicy i aktorzy tacy jak Ted Danson i Woody Harrelson, u których, mimo ich własnego statusu gwiazdy, dało się zauważyć błysk w oczach prawdziwych fanów, z którego łatwo było wyczytać podekscytowanie typu "o-mój-Boże-to-naprawdę-oni". Program miał być filmowany z myślą o późniejszej emisji telewizyjnej. Występ w Aspen trwał dwie godziny, jednakże wersja telewizyjna została skrócona do około godzinnego pokazu.

Właściwie trudno jest określić ten program mianem "występu" w klasycznym rozumieniu. Nie przypomina on w niczym wcześniejszych występów grupy, takich jak podczas tournee po Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, gdzie Pythoni odgrywali swoje skecze na scenach teatrów, czy też najbardziej znanego występu na żywo, jaki miał miejsce w Hollywood Bowl. Występ w Aspen utrzymany jest w konwencji typowego amerykańskiego talk show, którego gospodarzem jest amerykański komik Robert Klein. Jednak, jak okazuje się już na początku, nie jest to kolejny nudny wieczór wspominkowy, lecz forma opatrzonego dużą dawką humoru zbiorowego wywiadu, przeradzającego się niekiedy w niezwykły spektakl, w którym często zaciera się granica między wyreżyserowaną grą a improwizacją. Kiedy pada pytanie o początki grupy, każdy z Pythonów równocześnie zaczyna opowiadać własną wersję wydarzeń. Efekt jest taki, że nie można zrozumieć niemal żadnego słowa. Wraz z Pythonami na scenie pojawia się Eddie Izzard, angielski komik młodego pokolenia, który podaje się za członka grupy, jednak dzięki szybkiej reakcji Pythonów zostaje usunięty ze sceny. Wracając do wywiadu, fani grupy mogą w nim usłyszeć wiele ciekawych i zabawnych historii związanych z Monty Pythonem, i choć znaczna część tych opowieści przytaczana była wcześniej w różnych publikacjach na temat grupy, to prawdziwą frajdą jest usłyszeć je w takiej formie. Każdy z Pythonów mógł w dowolnej chwili dodać własne refleksje do wypowiedzi innego członka zespołu. Sam wywiad przerywany jest od czasu do czasu dobranymi do aktualnego tematu rozmowy wstawkami zawierającymi archiwalne fragmenty skeczów lub filmów Monty Pythona. Niektóre z nich widzowie oglądający spektakl na żywo mogli zobaczyć na telebimie, inne dodano dopiero przy montażu wersji telewizyjnej. Ponieważ program poświęcony jest całej grupie Monty Pythona, nie mogło w nim oczywiście zabraknąć Grahama Chapmana, który pojawia się jako... złota urna z prochami wniesiona na scenę przez lokaja. W roli lokaja gościnnie wystąpił Peter Crabbe, dawny pisarski partner Erica Idle'a.

Jak wspomniałem powyżej, niekiedy trudno jest się połapać, w którym momencie kończy się przemyślana gra aktorska, a zaczyna improwizacja. Podczas gdy John Cleese opowiada o występach w Bristolu, Terry Gilliam niespodziewanie i "przypadkowo" przewraca urnę z rzekomymi prochami Chapmana, rozsypując je na dywan. Wygląda to bardzo realnie i przekonywująco. Publiczność jest w szoku i dopiero po chwili reaguje śmiechem. Na scenie panuje zamieszanie, a zza kulis wychodzi lokaj z odkurzaczem i próbuje wessać rozsypane prochy świętej pamięci Doktora Chapmana. Śmiech na sali sięga szczytu. Jak wspomina Gilliam: "...ludzie z HBO podsuwali różne pomysły, chcieli zrobić tę całą urnę i wszyscy się tym podniecali (...), ja zaś myślałem sobie, że jest coś okropnego w tym udawaniu, że Graham jest z nami. Postanowiłem, że kopnę tę urnę. I to było moim zdaniem całkiem w porządku, bo cała ta komedia musiała doprowadzić do szokującego finału. Ale było w tym coś niesamowitego i ponurego".

W programie pojawia się też inny pythonowski chwyt, który w pełni dostrzegalny jest przez ludzi znających język niemiecki. Robert Klein zadaje po niemiecku pytanie dotyczące niemieckojęzycznego epizodu "Monty Python's Fliegender Zirkus". John Cleese również po niemiecku odpowiada: "25 lat temu zrobiliśmy dwie emisje dla niemieckiej telewizji...", natomiast napisy pojawiające się na ekranie tłumaczą tą kwestię na język angielski w ten sposób: "Co za idiotyczne pytanie. Czy możemy prosić o materiał filmowy? Muszę skorzystać z toalety". Podczas pokazu odbyło się także wręczenie grupie Monty Pythona prestiżowej Nagrody Gwiazd przyznawanej przez Amerykański Instytut Filmowy (AFI). Tak więc drobna, stremowana kobietka z AFI, Kathleen Summers, która robiła wrażenie, jakby wyrwano ją z zupełnie innej bajki, weszła na scenę, żeby przekazać nagrodę na ręce członków grupy. By po raz kolejny wykorzystać szansę zaszokowania publiczności, John Cleese zakończył swoje pełne wzruszenia, zaprawione nutą komizmu podziękowanie słowami: "Wyciągacie nas do tej leśnej dziczy Ameryki tylko po to, by dać nam ten kawałek gówna!"

Pojawienie się Pythonów w Aspen wywołało spekulacje i plotki, że w związku ze zbliżającym się trzydziestoleciem Monty Pythona, grupa połączy się znowu, by wystąpić na scenie, odbyć tournee lub nawet zrobić nowy film, jednak Cleese rozwiał wszelkie wątpliwości i nadzieje słowami: "Zdecydowaliśmy, że, ponieważ w następnym roku przypada trzydziesta rocznica Monty Pythona, zamierzamy coś zrobić... Zrobimy herbatę!"

J. M. Masłowski

Źródła:
- David Morgan "Monty Python Speaks!" ("Tako rzecze Monty Python") Wydanie I, Ok.no Warszawa 2003 - strona internetowa http://www.orangecow.org/pythonet/aspen/

inne artykuły

"Monty Python na żywo w Aspen" w prasie

POWRÓT PYTHONA

 Relacja Gilesa Whitella z Aspen o tym, jak komediowy cyrk przygotowuje się do ponownego lotu.

Pięciu facetów w średnim wieku oraz urna z prochami zaproponowało wczoraj wielki nowy powrót do showbiznesu. Latający Cyrk Monty Pythona startuje ponownie.

Prochy rzekomo należą do Grahama Chapmana, najdzikszego Pythona, który zmarł w 1989 roku, jednak powrócił, by połączyć się znów z zespołem w pierwszym od 17 lat publicznym występie na festiwalu komedii. Honorowo umieszczona na ozdobnym krześle urna często była uciszana przez Michaela Palina, a później została przewrócona przez Terry'ego Gilliama [urna początkowo stała na kufrze, dopiero po kopnięciu jej przez T. Gilliama została ustawiona na krześle - przyp. tłumacza]. Jej zawartość niemal została wessana przez odkurzacz.

Niezwykłe przyjęcie Pythonów na festiwalu w Aspen w stanie Kolorado, sięgające szczytu w chwili, gdy kompletna obsada "Cheers" oklaskiwała ich z piątego rzędu, zachęciła pozostałych przy życiu członków grupy do ruszenia z pomysłem odbycia tournee po Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych w trzydziestą rocznicę powstania grupy przypadającą za rok [wspomniane tournee nigdy się nie odbyło - przyp. tłumacza].

Palin (54 lata) powiedział: "Byłoby szaleństwem nie spróbować i nie zarobić na tej rosnącej fali poparcia, jaką ujrzeliśmy. Przybycie tutaj skupiło nasze umysły na fakcie, że wciąż mamy widownię."

John Cleese (58 lat), Eric Idle (54 lata), Terry Jones (56 lat), Gilliam (58 lat) i Palin przybyli do Wheeler Opera House w długich limuzynach, by przez dwie godziny powspominać stare czasy w wypchanej po brzegi operze. W trakcie wieczoru można było zobaczyć na ekranie "Piosenkę drwala", "Taniec z policzkowaniem rybami" i usłyszeć pełne wzruszenia wykonanie "Always Look on the Bright Side of Life" ("Zawsze patrz na jasną stronę życia") z filmu "Żywot Briana".

Idle powiedział: "W zeszłym roku wpadłem na pomysł zrobienia filmu i osobno każdy z nich się na to zgodził, jednak, kiedy później zebraliśmy się wszyscy w Anglii, pierwszą rzeczą, jaką powiedział John, było: Nie ma mowy, właśnie robię inny film". Cleese powiedział: "Problem z filmem polega na tym, że musielibyśmy zebrać się na jakieś sześć czy osiem tygodni, by napisać scenariusz". Tournee mogłoby trwać do dziesięciu tygodni.

Zespół wystąpił na żywo w Hollywood Bowl w 1981 roku. Od tamtego czasu fani i promotorzy długo dyskutowali o powrocie Monty Pythona jako o komediowym odpowiedniku ponownego połączenia się pozostałych przy życiu Beatlesów. Jednak ta propozycja pozostaje wciąż niepewna. Idle powiedział, że Cleese "jest typem faceta, który zmienia zdanie". Cleese, który poruszał się leniwie, został odebrany jako człowiek, który zatracił swą dawną energię, jaką niegdyś wykazywał się odgrywając rolę Ministra Głupich Kroków.

Zapytany, czy aktualne problemy zostaną poruszone w nowym materiale, Palin odpowiedział: "Nigdy nie byliśmy aktualni. Zawsze staraliśmy się być surrealistyczni".

Cała piątka wciąż jest w Ameryce najbardziej znana jako Pythoni. Ich telewizyjne programy, z którymi wystartowano w 1969 roku, wpływały na studentów z uniwersyteckich miasteczek we wczesnych latach 70-tych i wciąż pozostają kultowe. Pythoni są wyraźnie gotowi, by wystąpić. Ich weekendowy występ rozpoczął się od pojawienia się sześciu ludzi na scenie. Kiedy prowadzący Robert Klein zapytał, jak doszło do utworzenia grupy, młody człowiek zaczął odpowiadać na pytanie, jednak prawdziwi Pythoni zepchnęli go ze sceny i obrzucili pomidorami.

Cleese opowiadał o tym, że początkowe reakcje na ich humor były obojętne. Widownia dobrana przez BBC do pierwszego programu składała się z emerytów. "Sądzili, że to będzie jakiś cyrk" - dodał Idle. BBC zdecydowało, że w tytule programu musi być "cyrk", a redakcja nie chciała zgodzić się na cokolwiek innego, tak więc "cyrk" pozostał. Członkowie grupy dorzucili "Monty Pythona", ponieważ kojarzyło się to z kiepskim agentem show-biznesu.

Innowacja programu związana była z doświadczeniami członków zespołu, którzy "mieli dosyć komedii naszpikowanej znanymi do tej pory konwencjami". Stronili od najświeższych wydarzeń, ponieważ "Kiedy zaczynaliśmy, satyra była nimi nabita". Palin powiedział: "Chcieliśmy zrobić program, w którym nie byłoby wiadomo, co zdarzy się za chwilę".

"W latach 60-tych wiele tematów stanowiło tabu, którymi tak naprawdę nikt się nie przejmował, więc ich łamanie stanowiło nieduże ryzyko", powiedział Cleese. Dodał, że Chapman, jego pisarski partner, zawsze czerpał z tego przyjemność, ponieważ "uwielbiał zły smak". Palin i Jones pisywali razem. Cleese od czasu do czasu proponował wymianę partnerów, jednak z miernym skutkiem. "W sprawach pisarskich walczyliśmy jak pies z kotem, ponieważ tak bardzo dbaliśmy o materiał" (...).

The Times, 9 marca 1998, strona 3
Tłumaczenie:
J.M.Masłowski

inne artykuły



WSKRZESZONA PAPUGA

Grupa Monty Pythona oświadczyła niegdyś, że już nigdy nie będzie pracować razem. Catherine Jordan donosi o zmianie zdania.

W nocy, na dzień przed występem Monty Pythona, który odbył się w zeszłym tygodniu podczas corocznego Amerykańskiego Festiwalu Sztuki Komediowej w Aspen w stanie Kolorado, John Cleese pojawił się w telewizyjnym talk show "Dennis Miller Live". Obecnie 58-letni Cleese okazał podirytowanie faktem, że 15 lat po nakręceniu ostatniego filmu Pythona - "Sens życia" - rzesze fanów na całym świecie nie chcą przyjąć do wiadomości, że oni są ex-grupą komików, że udali się na spotkanie ze Stwórcą i dołączyli do Niebiańskiego Chóru.

Miller zapytał: "Jak wiele byłbyś w stanie zapłacić nieznajomym, podchodzącym do ciebie na ulicy i proszącym cię o wykonanie głupich kroków?" Cleese odpowiedział: "Dałbym im jakieś trzy miliardy dolarów". Gdziekolwiek pójdzie, nieznajomi proszą go o zacytowanie ich ulubionego kawałka z Pythona. "Problem w tym, że oni zawsze znają go lepiej niż ja".

Mimo to, Cleese, Michael Palin, Eric Idle, Terry Gilliam i Terry Jones wspólnie powracają. W 1989 roku Pythonów było sześciu, jednak Graham Chapman zmarł, a pozostali ogłosili, że się rozchodzą i już nigdy nie będą pracować jako zespół.

Jednakże w zeszłym roku, pozostali Pythoni spotkali się pierwszy raz od 1983 roku [właściwie to pierwszy raz od 1989, kiedy to Pythoni zebrali się, by z okazji 20-lecia zrealizować telewizyjny film "Parrot Sketch not Included", zawierający archiwalne skecze z serialu - przyp. tłumacza], by na nowo odkryć swą dawną przyjaźń: wstępnie zaplanowali tournee, które miało być ogłoszone w Aspen.

Talk show "Dennis Miller Live" został zarejestrowany na dzień przed występem Pythonów w tym samym miejscu - w Wheeler Opera House. Poprzedniego wieczora spadło 20 centymetrów śniegu i następnego ranka nastroje w obozie Pythona wydawały się chłodne.

Fotograf z Colorado Springs Gazette zrobił zdjęcie Cleese'a przechadzającego się korytarzem Hotelu St Regis ze swego apartamentu za 689 dolarów. "Czemu zrobiłeś mi zdjęcie?", obruszył się Cleese. Fotograf coś mruknął pod nosem, zaś Cleese odparł chłodno: "Powinieneś się najpierw zapytać. To prostackie".

O 20:30 komicy w czterech turach zajechali w limuzynach aspeńskiej wersji (ponad ośmiometrowe ciężarówki z napędem na cztery koła) do wypchanej po brzegi Opery. Aktor Ted Danson siedział w piątym rzędzie wraz z resztą obsady jego dawnego serialu "Cheers". O godzinie 21 światła przygasły, a z głośników popłynął "Marsz Dzwonu Wolności" - muzyka przewodnia "Latającego Cyrku".

Pythoni zasiedli wygodnie na scenie w półokręgu wraz z prowadzącym spotkanie, amerykańskim komikiem Robertem Kleinem, który napomknął, iż żałuje, że nie może gościć Grahama Chapmana.
"Ale on jest martwy", powiedział Idle.
"Już go nie ma. Przestał istnieć", dodał Palin.
"Martwy jak pie***ony kamień" dodał Gilliam ubrany w sweter z olbrzymim wizerunkiem Tin Tina [tu wystąpił błąd autorki artykułu; w rzeczywistości tę kwestię powiedział Cleese - przyp. tłumacza].
"To tragedia", powiedział Cleese. "Ale przywiozłem go z Londynu. Czy możemy go wnieść?"
Lokaj wszedł na scenę ze złotą urną i ustawił ją na stole [właściwie to nie był stół tylko kufer, który pełnił rolę stolika - przyp. tłumacza]. Wraz z prochami Chapmana, Pythonów była już cała szóstka.

Żart z urną nie był całkiem nowy. W 1994 roku, w 25-tą rocznicę Pythonów w Los Angeles, wieloletni towarzysz życia Chapmana, David Sherlock, spreparował pudełko z prochami, które rozsypał na pierwsze rzędy widowni. Prochy, jak wówczas twierdził Gilliam, były prawdziwe - "trochę Grahama".

Ostatniej soboty, kilkanaście minut po wniesieniu urny, Cleese w środku zdania, krzyżując nogi, przypadkowo zahaczył o stół, na którym stała urna [kolejny błąd autorki artykułu, tym razem poważniejszy; to nie Cleese przewrócił urnę, tylko Gilliam - przyp. tłumacza]. Urna spadła na podłogę, a Chapman uniósł się w gęstej chmurze. Widownia uświadomiła sobie, że był to właściwie zapierający dech, pozbawiony dobrego smaku gag, dopiero, kiedy weszli lokaje z miotłami i odkurzaczem [właściwie wszedł tylko jeden lokaj z odkurzaczem, a miotłę przyniósł Gilliam - przyp. tłumacza], a Pythoni podskakiwali otrzepując ubrania z prochów Chapmana lub zamiatając je pod dywan.

Usiedli z powrotem. "I po tych czterech skeczach..." kontynuował Cleese z pokerową miną, zaś widownia zareagowała wybuchem śmiechu i oklaskami.

Kolejne 45 minut było zabawną mieszanką wspomnień. Co pewien czas przypominano na ekranie niektóre z najlepszych kawałków z cudownego repertuaru Pythona, od skeczów z "Latającego Cyrku" takich jak "Zakład pogrzebowy" po wstawki z biblijnej satyry "Żywot Briana" [niestety w wersji wyemitowanej przez telewizję HBO nie ma ani skeczu o zakładzie pogrzebowym, ani wstawek z "Żywotu Briana"; cóż, amerykańska cenzura; za publiczny pokaz scen z "Żywotu Briana" członkowie grupy zostali pozwani do sądu - przyp. tłumacza].
Pythoni stali się kultowi, jednak teraz są więcej niż sławni, więcej niż wpływowi - są historyczni. Podczas sesji wyjaśnili, że są świadomi ironii przesunięcia ich twórczości z awangardy do głównego nurtu kulturalnego.

"Jedną z rzeczy, jaką staraliśmy się osiągnąć w programie, była próba stworzenia czegoś tak nieprzewidywalnego", Powiedział Jones. "I sądzę, że fakt, iż słowo 'pythoneska' [ang. "pythonesque" - przyp. tłumacza] znajduje się obecnie w oxfordzkim słowniku języka angielskiego, dowodzi tego, jak bardzo nam się to nie udało". Cleese dodał: "najdziwniejszą rzeczą było to, że w sprawie materiału walczyliśmy jak pies z kotem, ponieważ faktycznie o niego dbaliśmy. Obecnie nasze relacje są bardzo dobre, bo już nie musimy się tym przejmować".

Kiedy zespół został uhonorowany Nagrodą Gwiazd Amerykańskiego Instytutu Filmowego za ważny i trwały wpływ na film i telewizję, Cleese wyszedł na środek sceny i stanął przed publicznością z lekkim uśmiechem. "W imieniu grupy, chciałbym powiedzieć kilka słów podziękowania. Jako Monty Python zaczynaliśmy razem 29 lat temu. I oto otrzymaliśmy tę nagrodę... w końcu. Często się zastanawiam, jak bardzo pomogłaby nam w czasach, kiedy program walczył o widza, gdybyśmy ją wtedy dostali. Wiecie, jednak nie dostaliśmy. Faktycznie, nigdy nie dostaliśmy". Przerwał. "Nic". Pauza. "Nawet pie***onej kiełbasy. Jednak teraz jesteśmy wszyscy bogaci i sławni, ale to inna historia, nieprawdaż?"

Ta komiczna deklamacja maskowała zaskoczenie wieczoru: "Mieliśmy dziś spotkanie tu w Aspen, w namiocie tlenowym", ciągnął dalej Cleese "i zdecydowaliśmy, że, ponieważ w następnym roku przypada trzydziesta rocznica Monty Pythona, zamierzamy coś zrobić..."
"Zrobimy herbatę!"

Po występie Cleese oficjalnie ogłosił odbycie tournee. Pythoni odwiedzą z występami scenicznymi Londyn, Nowy Jork i Los Angeles (przynajmniej) na jesieni 1999 roku. "Wszyscy się świetnie bawiliśmy i pomyśleliśmy, czemu nie?" powiedział. "Zabawne jest to, że chcemy zrobić więcej nowego materiału, niż chcą fani. Oni chcą zobaczyć skecz o Głupolu z Wyższych Sfer. Jednak zrobimy nowy materiał, być może dodamy coś bardziej aktualnego. Największą frajdę mam wtedy, kiedy ludzie się śmieją. Nawet nie pamiętam większości starych skeczy".

Styl humoru, jak sami twierdzą, pozostanie wierny stylowi z dawnych dni. Michael Palin powiedział mi: "Jakikolwiek nowy materiał napiszemy, musi być w tym samym stylu, jaki zawsze mieliśmy. To właśnie zrobimy".

"Jestem pewien, że zrobimy całą serię dowcipów w złym guście o martwym Grahamie Chapmanie", powiedział Cleese. "Firmowym znakiem naszego komizmu jest mieszanka niepokoju i wolności".

[Niestety wspomniane tournee nigdy się nie odbyło; jak pisze Eric Idle: "Nie będzie tournee. Nie będzie filmu. 4 głosy za filmem (Cleese przeciw). 3/4 za tournee (Palin przeciw)" - przyp. tłumacza]
 

Daily Telegraph, dodatek Arts & Books, 14 marca 1998, strona A7
Tłumaczenie:
J.M.Masłowski

inne artykuły


do góry

  ©  2006 Ireneusz Siwek